czwartek, 22 grudnia 2016

Nasz prezent :)

Wczoraj odbyła się nasza rozprawa o przysposobienie Bąbla. Od ponad 8 miesięcy jest naszym synkiem  (od dnia gdy tylko ujrzeliśmy go na fotografii ) oraz częścią naszej rodziny, a wczoraj tylko potwierdził to sąd. Jak wyszłam z sądu to się popłakałam. Ze szczęścia!

"..A kto wie, czy za rogiem
Nie stoją Anioł z Bogiem?
I warto mieć marzenia
Doczekać ich spełnienia.
...
Jeśli zrobisz ten właściwy krok
Zanim znów upłynie życia rok
To wszystko będzie tak jak trzeba
Z udziałem lub bez udziału nieba.." De Su "Kto wie"

Warto marzyć, a będzie nam dane je zrealizować.I tego Wam życzę z okazji zbliżających się Świąt. Marzeń spełnienia!
My nasz prezent już mamy. Waży 11 kg, potrafi już siadać, przeraczkował już kilka kroków i jak ruszy do przodu to ani ja ani mąż nie będziemy mogli go dogonić - pewnie tak będzie :) A Jego uśmiech rozbraja mnie za każdym razem. Kochany jest! Mamy szczęście że jest częścią naszej rodziny.

Wesołych Świąt!


wtorek, 13 grudnia 2016

Lubię ten czas co jest tu i teraz. I nie o Świętach tu mowa. O tych chwilach co są teraz . Próbuje je łapać i uchwycić w pamięci na zawsze. Część uwiecznionych  na fotografiach, reszta ulotna jak ulotka.
Dni zmieniają się jak w kalejdoskopie. I niezależnie czy wyspana czy raczej nie, lubię nasze poranki. Kawę z mężem, nawet jeśli kończę ją jak już dawno wystygła.

wtorek, 6 grudnia 2016

Kilka słów o nas

Nasz mały człowieczek jest teraz wszędzie i to dość szybko to "wszędzie" zdobywa. Wygląda jak pływak trenujący styl delfina. Wyrzuca swoje rączki do przodu, mocno się na nich opiera i do przodu gna nasz mobilny synek. Zaś wytrzymałość nóg trenuje stosując klęk podparty próbując usiąść. Ciekawi go wszystko co zabawkami nie jest, od kabli zaczynając, po telefon komórkowy, piloty, zabawki kota ( one są takie super ;)) kończąc na każdej rzeczy która została pominięta przez rodziców i znajduje się na podłodze. Podłoga to nasze obecnie jedyne "bezpieczne" miejsce do zabawy dla Bąbla ( bezpieczne w kwestii możliwości spadnięcia ) Łóżeczko jest już zbyt małe by na dłużej niż kilka minut zainteresować młodego człowieka. Na szczęście spanie w łóżeczku lubimy
( rodzice również ) Zasypia u siebie, gorzej jak rozbudzi się w nocy i nie chce zasnąć. Wtedy zabieram go do naszego łóżka. Komfort spania spada, bo młody śpi ostatnio w poprzek i ma już 82 cm, ale zawsze jest to sen. Z drugiej strony wiszenie na łóżeczku w celu usypania malca, który spać nie chce przyjemne nie jest. W moim mniemaniu wybieram mniejsze zło. Takie matczyne dylematy. 

Już jakiś czas temu pisałam Wam o naszej ( mojej ) próbie rozszerzania diety małego. Do mleka nie trzeba go namawiać. Początki były trudne. Gorsze chwile mamy już chyba za sobą. Obecnie opierałam się na słoiczkach - obiadkach. Kilka łyżeczek dziennie potrafi młody już zjeść. Próbujemy coraz to inne smaki. Im więcej mamy miesięcy tym ciekawsze można zakupić połączenia smaków zamknięte w słoiczkach. Nadszedł tez czas na drugie podejście do samodzielnego przygotowywania dań Młodemu. Na razie jest za nami pierwszy dzień mojego kucharzenia dla Bąbla. Kuchnia serwowała wczoraj dynię i buraka z pary, a do tego kilka mikroskopijnych gwiazdek makaronu durum + kropelka oleju rzepakowego dla dzieci. Młody zjadł kilka łyżeczek podanego dania, uszy mu się nie trzęsły, ale ładnie buzie otwierał więc sukces jest :) Dziś w planach jest podanie dyni z ziemniakiem oczywiście na parze, przyprawione majerankiem. 

Biblioteczka Młodego powiększyła się o dwie pozycje świąteczne. Wybór w księgarniach nie wyobrażalny, można dostać oczopląsu. Ze względu na duże zainteresowania naszego synka książkami ( czyt. książki, której nie można wsiąść w swoje małe rączki, obracać we wszystkie strony i spróbować, nie jest warto uwagi naszego synka ) z tego powodu musiałam się ograniczyć do nabycia pozycji z kartonowymi kartkami.  Wybrałam "Idą Święta" wyd. Olesiejuk i "Boże Narodzenie" Bogusław Nosek wyd. Jedność ( Nabyłam również "Arkę Noego" Barbary Żołądek, tego samego wydawnictwa i jest mega - a rymowany tekst wpada ucho )





Za nami tez pierwsze Mikołajki. Wiem, że Młody nie bardzo rozumie co się wokół niego dzieje i nie zapamięta tego dnia, ale radość jaką my rodzice mieliśmy nie do ocenienia. Mikołaj nabył dla naszego synka drewniane klocki, rozmiar idealny do ich próbowania, ale nie za mały by nie zostały połknięte - Mikołaj brał pod uwagę każdy aspekt;) Klocki były zapakowane na drewnianym wózeczku, który ma przyczepiony czerwono biały sznureczek zakończony dużą drewnianą kulką - idealną by wsiąść ją do buzi. Prezent był zapakowany w papier z postaciami z Kubusia Puchatka. Skąd mikołaj wiedział, że papier wywoła takie zainteresowania naszego Bąbla. Od rana Młody paraduje w ciuszkach Świętego Mikołaja ( trzeba dodać, że paradował, obecnie pełni rolę elfa - pomocnika Mikołaja ;)) Specjalne ciuszki nabyliśmy, gdyż w weekend mieliśmy okazję brać udział w sesji świątecznej, całą naszą Trójką. My jako rodzice, abyśmy pasowali do synka, nabyliśmy prześmieszne swetry świąteczne - mnóstwo ich w każdym sklepie. Na sesji nie zabrakło prześmiesznych czapek i rogów.



wtorek, 22 listopada 2016

Refleksja na dzień dobry

Nasz synek jest z nami już prawie osiem miesięcy. Od dnia kiedy przekroczył próg naszego mieszkania, przy pomocy naszych rąk, nasz świat stanął na głowie. Z czasem to szaleństwo macierzyństwa stało się naszą codziennością i tak już pewnie zostanie. Zaskoczy nas pewnie nie raz i to jest w tym najpiękniejsze. Nieprzespane noce rekompensuje nam uśmiech naszego Bąbla, a śmieszek z niego kabaretowy.
Od dnia kiedy zadzwonił telefon daliśmy się porwać nurtowi zwanemu macierzyństwem. Nie było czasu na zawahania, chodź strach był i pewnie nie raz będzie nam towarzyszył. Gdzieś przeczytałam że kobieta stając się matką żyje od tego momentu cały czas w strachu o swoje dziecko. Czasem jest on mniejszy czasem większy. Może coś w tym jest. Za kilka lat będę mogła się z tą teoria zmierzyć mając już trochę doświadczenia w tej materii.
Skąd ta refleksja - pytam sama siebie.
Chodź z ludźmi z kursu zżyci jakoś wielką przyjaźnią nie jesteśmy, to kontakt mamy, czasami piszemy do siebie.
I rozdzwoniły się telefony.
Niosą nowinę, niosą radość.
Za każdym razem gdy dociera do nas informacja, że kolejna para dostała telefon, że ich dziecko się odnalazło, mam dreszcze. Pamiętaj siebie, pamiętam co czułam, jakie emocje mną targały. Ciesze się z nimi. Kolejne dziecko znalazło dom. I to jest cudowne.
I chodź rozsypani jesteśmy po wielu miastach - kurs weekendowy - to fajnie jest mieć ludzi, którzy są w podobnej sytuacji jak my. Wiem, że jak wszystko już się ureguluje, ochłonie, to prąd codzienności nas porwie i dla tych co nas z boku widzą normalną rodziną z dzieckiem będziemy. I tak pewnie będzie. Zawsze jednak to będą ludzie mający podobne problemy, troski, pytania. A wspierać zawsze się warto :)

sobota, 29 października 2016

Jak na drożdżach

Nasz synek rośnie jak na drożdżach. Już się zaczęłam zastanawiać czy nie dodają ich przypadkiem do mleka. A tak serio to może warto jeszcze raz przestudiować skład kupowanego mleka;)
Ostatnie 2 tygodnie to u nas jedna wielka rewolucja. Mobilna rewolucja. Nasz synek stał się mobilny. Obraca się we wszystkie strony. Pozostawiony w jednym miejscu w dosłownie chwile jest już w innym. A to jeszcze nie raczkowanie. Już teraz trzeba mieć oczy dookoła głowy. Wszystkie kable to najlepsza zabawa.
Salon zamienił się w plac zabaw. Dwie maty, jedna piankowa, druga z pałąkiem, a  na nich zabawki.
dostał ostatnio w prezencie małą zjeżdżalnie na piłki. Póki co to ja puszczam piłki, a  Bąbel je tylko łapie na dole i bierze do buzi. Zabawka spodoba się też kotu, kręcące się piłki to coś dla niego. Zastanawiam się kto ma większa frajdę Bąbel czy kot :)
Do przodu ruszyliśmy z rozszerzaniem diety. Młody zaczął ruszać buzią i połyka jedzenie.  Dostaliśmy ostatnio od dziadków maliny z ich działki. Smak nowy. Bąbel krzywił się co niemiara, pestki mu nie podeszły, ale sok z malinek jak najbardziej. Tarte jabłko na podwieczorek chętnie zjada. Obiadki pochłania, ale w zależności od humoru.
Przenieśliśmy się na spacerówkę. Siedzieć to jeszcze Młody nie umie, ale gondola jest już za mała. Jeździmy więc w spacerówce rozłożonej na płasko. Na razie radości ze spacerów nie ma ani Młody ani ja. Liczę, że musi się przyzwyczaić, że jest zapięty inaczej niż było w gondoli. Oby. Na razie korzystamy z wózka 2 w 1. Chcieliśmy kupić samą spacerówkę, ale póki młody nie będzie chętnie jeździł w obecnej wstrzymujemy się z zakupem. Chcemy uniknąć sytuacji, że nasz synek odmówi jeżdżenia w wózku jak tylko zacznie chodzić.
Wyznaczono nam w końcu termin rozprawy o przysposobienie, na koniec roku tuż przed Świętami. Długo to wszystko trwa. Będzie prezent na święta.



środa, 12 października 2016

Zęby?

Katar. Zatkany nos. Kaszel. Płacz. Brak pozycji do spania. Spanie na brzuchu. Kręcę się i spać nie mogę. Apetyt bez zmian. Płaczę, a mama z tatą nie wiedzą czemu. Krzyczę. Wkurzam się. Pozycja na brzuchu bee. Pozycja na rękach bee. Koniec kołysania na rękach. Brak pozycji do usypiania. Gorączki brak. Wizyty u lekarza brak. Wizyta domowa - jak dobrze mieć znajomego lekarza. Brak snu.
Czyżby zęby?
Tak w skrócie można opisać naszą sytuacje domową z ostatnich dwóch dni. Dodam jest progres. Dziś już spaliśmy całą noc, oczywiście z przerwą na mleko. Od 19:30 do 7 rano Młody słodko spał, a o 2:30 mleko. Doceniam. Jak punkt widzenia zmienia się, gdy w nocy sen to ostatnia "rzecz" jaką można uświadczyć.

Trudno funkcjonować, gdy zmęczenie samo zamyka oczy. Drzemki Bąbla w ciągu dnia stały się moimi drzemkami, szkoda że proces prowadzący do nich był dla mnie mniej łaskawy. Przetrwałam. Mieszkanie wyglądało jak po przejściu huraganu. Nie miałam siły na nic. Robiłam to co trzeba czyli resztkę sił skierowałam w kierunku opieki Bąbla, odliczając czas do jego drzemek. Przetrwaliśmy.
Poczałkowo obstawialiśmy katar, bojąc się by nie było to coś poważnego i zostawiło oskrzela i uszy w spokoju. Dopiero dziś uświadczymy przyjacielskiej wizyty lekarza, ale coraz mniej wygląda mi to na wirusa, bardziej na reakcję zębów, których jeszcze nie widać, a już dają o sobie znać.

Pomimo całego zamieszania katarowo-zębowego nieustannie prowadzę akcje zapoznawania Babla ze smakami innymi niż mleko. Jak już wspominałam idzie nam opornie. Próbuję się nie zniechęcać. Mamy tez pierwszy sukces. Burak. Ekologiczny z uprawy dziadków. Pieczony burak to na razie jedyne warzywo, które włożone Młodemu do buzi powoduje reakcje ruszania buzią. Mięso mimo swego bardziej konkretnego smaku niż warzywa, nie wywołało u naszego synka ochoty na jedzenie.
Wprowadzamy też kaszę do mleka na wieczór. Baby Sun ryżową. Na razie dosypuje od dwóch dni po 2 łyżeczki kaszy do mleka, aby przyzwyczaić Młodego do nowego smaku i konsystencji.

środa, 5 października 2016

Wspomnień czar

Wczoraj Bąbel skończył 6 miesięcy, a za 10 dni nam jako rodzicom minie pół roku.
To co czuje odkąd zadzwonił telefon i już wiedzieliśmy że nasz syn czeka na nas w szpitalu to rollercoaster  uczuć.  Początki to była droga bez drogowskazów, jakieś małe światełka w tunelu i mnóstwo rad. Ach te rady.
Obsługa Bąbla - jak sobie przypomnę, że miałam problem ubierać Młodego w body zakładane przez głowę. Wybierałam wtedy wszystkie rozpinane z przodu. Uczyliśmy się każdej czynności przy Bąblu. A każdy kolejny tydzień dodawałam nam pewności siebie w tym co robimy, jednocześnie stawiając przed nami kolejne poprzeczki macierzyństwa. Mając problemy z ulewaniem co wiązało się z częstym przebieraniem ( śliniaki nie dawały rady ) w miarę szybko ubieranie przestało być dla mnie czymś nieznanym. Pamiętam jak pierwszy raz pojechaliśmy do Teściów, Młody miał niecałe 2 miesiące, a ja już bez problemów przekładałam Bąbla z ręki do ręki zmieniając ubranie, teściowa była w szoku.
Jak każdy rodzic musieliśmy przyzwyczaić się do płaczu dziecka i bezsilności, gdy jedyne co można zrobić to mocno przytulać czy kołysać.
Na początku przy nocnym wstawaniu budził się we mnie bunt, czemu mąż śpi a ja nie. Organizm potrzebował czasu by się przyzwyczaić do zmniejszonej ilości snu. Drzemki Młodego w ciągu dnia stały się również czasem snu dla mnie. Niecodziennie, ale początkowo często. Na nocki póki co narzekać nie możemy, synek w pierwszych miesiącach budził się średnio dwa razy. Zdarzały mu się nocki gdy tylko raz zbudził mamę bo mały miś był głodny. Kilka razy przespał noc bez pobudki na jedzenie. To były czasy. Były też nocki gdzie co 3 godziny był głodny i wołał o mleko. Mówię to o pobudkach na mleko bo takie głównie ma nasz synek. Raz, tylko raz obudził się w nocy z płaczem, zjadł i płakał, nie mógł się uspokoić 2 godziny. To był nasz pierwszy katar u Młodego. 2 godziny od  2 do 4 rano kołysaliśmy go na zmianę z mężem.
Obecnie noce mam bardziej pokrzyżowane pobudkami Młodego. Zasypia około 19, ok 23 jest karmiony na śpiocha. Zaczął się budził około 1, nie na jedzenie, tylko na zabawę. Zabieramy go wtedy do łózka i jeszcze kilka tygodni temu on leżał, bawił się dopóki nie zmęczył się i nie zasnął. Teraz jest zbyt ruchliwy i głośny byśmy  mogli położyć się  spać. Nawet 2 godziny potrafi tak szarżować. Tłumaczymy sobie jego nocne pobudki na zabawę, że to tylko skok rozwojowy i minie. Oby.
6 miesiąc przyniósł ze sobą mocną ruchliwość Bąbla. Sam przewraca się z pleców na brzuch, obraca się i sunie na brzuchu. A jak widzi kota to podnosi raczki do góry chcąc złapać go za ogon. Z kotem tworzą dość specyficzny duet. Bąbel w swojej delikatności potrafi złapać go za futro myśląc że go miło głaszcze. Dobrze, ze kot zdążył się już przyzwyczaić do Bąbla, a ich mizianie jest pod nasza stałą kontrola. Ciesze się, że ma okazje wychowywać się wśród zwierzęcia.
Wspomnień oczywiście mam sto razy więcej, tylko czasu na pisanie mniej. 3 dni podchodziłam i dłubałam coś w tej notce. Młody śpi ostatnio w dzień jak nasłuchujący zając.
Miłego dnia:)

środa, 21 września 2016

Dzień za dniem

Jesień zapukała i do nas.
Zakupiłam Młodemu czapkę. Latem czapkę zakładałam mu tylko jak wyjmowałam go z wózka  a słońce świeciło na nas bezpośrednio. Czapka, upały i wózek gondola to słabe połączenie jeżeli nie chce się przegrzać dziecka. To na razie wersja jesienna, na zimową przyjdzie czas, gdy zakupimy już kombinezon.
Jak wiecie rozszerzamy dietę, a póki co mamy tylko jeden śliniak. Nie mówię o tych małych używanych podczas karmienia mlekiem. Przymierzam się do kupienia śliniaka z rękawami. Używał ktoś? Mnie zauroczyły te produkowane przez Close Parent. Np taki jak poniżej:


Dziś kolejny dzień dyni, a na półce prócz marchewki którą za namową blogowych dziewczyn na razie odpuszczamy, stoi brokuł i pasternak.
We wtorek uprawomocnił się wyrok odnośnie zabrania praw rodzicielskich matki biologicznej. Jutro jedziemy do ośrodka by stworzyć wniosek do sądu o przysposobienie. Po cichu liczymy że z końcem roku uda nam się mieć nowy kat urodzenia naszego dziecka. Już babcie dopytują o chrzciny. Ale to dopiero w styczniu, oby. W grudniu nie chcemy świątecznych planów psuć chrzcinami Bąbla.
Może czytał Ktoś ostatnio jakąś fajna książkę warta polecenia :)
Dobrego dnia!

poniedziałek, 12 września 2016

Codzienność

Co u nas
Dzieje ze zarówno wiele jak i nie wiele.  Jak zostajemy z młodym we dwoje dni wyglądają podobnie.  Czasami spacer dłuższy.  Jak mamy gości jak ostatnio, przyjechała moja mama,  dni wyglądają jak urlop,  babcie bowiem nie mogą się nacieszyć wynikiem.  Z tym urlopem to mnie poniosło ale jest lżej i  można porozmawiać,  a nie tylko gugać. Takie wizyty też wyczerpują,  ale raz na jakiś czas są mile.  Tym bardziej że ich celem jest spotkanie z bąblem co mnie jeszcze bardziej cieszy.
W tym tygodniu wracamy do normalnego trybu. Jak co wtorek czeka nas basen.  W tym tygodniu też szczepienie i kolejna wizyta w związku z badaniem bioderek przed nami.  Atrakcji co nie miara  ;)
Przymierzamy się do kupna spacerówki, jak tylko młody usiądzie.  Mamy wózek 2 w 1 ale ta spacerówka ani lekka ani zgrabna.  Obecnie mocno zastanawiamy się na joie literax 4 air. Może polecacie jakiś model
A młody leżąc mocno podnosi sam głowę i część tułowia.  Silny chłopak.  Leży już niechętnie,  najchętniej to świat oglądał z pozycji rąk.  W ciągu dnia ma najczęściej dwie drzemki,  czasami trzy.  Z czego pierwsza trwa nie dłużej niż 45 min.  Spać chodzimy około 19. W nocy je średnia dwa razy.  Około 22-23jak kładziemy się spać i w zależności jak się obudzi 2-3 lub 5-6. Tą  druga wersję lubie bardziej.
Zaliczylisny mały falstart jeżeli chodzi o rozszerzanie diety.  Założyliśmy że będzie to skończony 5miesiac natomiast nasze dziecko było innego zdania.  Pierwsze podejście to marchewka że śliczna.  Krzywo się niemiłosiernie.  Nic nie połknął. Drugiego dnia zmieniliśmy pozycje z kolan na leżaczek.  Efekt podobny.  Może ta sloiczkowa marchewka mu nie smakuje pomyślałam.  Udało się dostać marchewkę zdomowego ogródka.  Dzięki siostra.  Trzy. Ale marchewki ugotowaniu na parze i zblendowalam.  Już nawet rozmawiam mu troszkę tej marchewki na dziaselkach.  Efekt taki ze przez kolejne pół godziny już po karmieniu wyjmowane ja sobie z buzi rączkami.  Odpuścilismy więc chwilowo. Dodatkowo wypycha wszystko językiem więc chyba nie jest jeszcze gotowy na coś innego niż mleko.  Ale jak my coś jemy to tak się na nas patrzy jakby umiał mówić to być poprosił o kawałek naszego jedzenia. Taka oto przygoda bez happy endu. Kolejne podejście za tydzień lub dwa.
I tak oto sobie żyjemy :)
Miłego dnia :)

wtorek, 6 września 2016

Basen

Nasz 5 miesięczny synek zaliczył wczoraj swój pierwszy raz na basenie.  Zapisaliśmy go na zajęcia na niemowlaków do grupy 3-6 miesięcy.
Zajęcia nie wymagają od rodziców jakiś nadzwyczajnych przygotowań, jedno i najważniejsze zalecenie to zakup pieluszki do pływania. Pierwsza myśl: pieluszki wielorazowe do pływania. Ja znalazłam na półkach w sklepie takie firmy Babydream z Rossmanna i Hyggies. Okazało się że jest jeszcze jedna kategoria, wielorazowa pieluszka do pływania, która wygląda jak kąpielówki z krótkimi ciasnymi nogawkami. W promocji można je nabyć za ok 50 zł. Przeliczając na ilość wejść na basen wydawało by się że zakup jest wart swej ceny no i bardziej praktyczny ( w internecie zachwalają je pod niebiosa, jednocześnie wskazując same minusy pieluszek jednorazowych do pływania ) jest jedno"ale" by takie peluszko-kąpielówki spełniały swoją role muszą być dobrze dobrane i do tego służą rozmiary, z tego co pamiętaj 4 różne wielkości. Tylko, że w wieku jakim jest Bąbel jego gabaryty zmieniają się dość szybko. I idąc tym tropem na pierwsze zajęcia zakupiliśmy pieluchy Hyggies. Dodam że reszta rodziców z naszej grupy zrobiła podobnie stawiając na jednorazowe pieluszki. W zupełności spełniają swoją rolę na basenie.
Grupa jest 10 osobowa. Na zajęcia mogą wejść oboje rodziców z dzieckiem, do wody już tylko jeden rodzic i dziecko. Na początek było kilka słów od prowadzącej.
Karmienie dziecka najpóźniej pół godz przed zajęciami.
W dniu zajęć nie smarować dziecka żadnymi kremami/balsamami/oliwkami
Oboje rodziców musi być w stroju do pływania mimo iż tylko jeden z nich do wody zostanie wpuszczony - zasady bezpieczeństwa.
Zajęcia zaczęły się od rozgrzewki na leżakach. Dziecko należało posadzić sobie na sobie na kolanach i po kolei ruszało się różnymi częściami ciała malucha. Taka mini rozgrzewka jak w aerobiku tylko u niemowląt.
Wejście do wody zaczyna się poprzez oswajanie dziecka z wodą, więc stopniowo w brodziku.
Cały czas prowadząca pokazuje co należy z dzieckiem robić, podchodzi również gdy dziecko trzyma się nieodpowiednio. Najważniejsze, że Babel miał niezwykła radochę z zajęć. Nie zapłakał ani razu. A przy ćwiczeniu z podnoszeniem do góry to śmiał się w wniebogłosy, tak jak potrafi przesłodko, że aż inni rodzice się na naszego Bąbla patrzyli. Taki słodki ma śmiech.
Zajęcia trwają 30 min. Dla takiego malucha to chyba wystarczający czas. Pod koniec widać już było jak tarł oczka ze zmęczenia.
Po wyjściu z basenu Młody zjadł 200 ml mleka za jednym zamachem,a  jak wróciliśmy do domu dojadł jeszcze 120 ml i poszedł spać.
Do wody z Bąblem wszedł Tata. I to był dobry wybór. W wodzie  maluchem liczy się pewność swoich ruchów. Nie można się bać, bo dziecko zaraz to wyczuje. Takie z nich są barometry.



środa, 31 sierpnia 2016

Dzień z życia matki

Noc jak noc, na szaleństwo w postaci przespania jej w całości nawet nie liczyłam. Trudne są teraz dla mnie noce bo był czas że Młody przesypiał je w całości, bez karmienia. Oczywiście ja biegałam do łóżeczka jak tylko mocniej się ruszył, ale nie musiałam się rozbudzać by przygotować mleko, nakarmić, odbić i jeszcze spać ponownie. Obecnie ten czas minął. Więcej mleka niż 240 ml jeść nie chce, a i tak budzi się co 3 godziny. Znajoma poradziła mi wcześniejsze przejście na mleko 2, że niby kaloryczniejsze jest. I chyba się skuszę. Jest to tez znak że synek nie jada się tak jak powinien.
6:45 dzwoni budzik męża, ja czuje się przedwczorajsza. Synek już oślepia mnie swoimi pięknymi oczkami wielkości 5 złotówek. Jak sprzedaje mi uśmiech nawet niewyspanie już mi nie przeszkadza, musze tylko uzupełnić zapasy kofeiny we krwi. Mąż robi kawę. Ja do kawy dokładam owsiankę- wersja ekspresowa - zalewa płatki wrzątkiem, dodaje rodzynki, łyżkę miodu i owoce. Jem popijając kawę, obok Młody gaworzy i macha wszystkimi kończynami. Przed 8 mąż wybiera się do pracy, a Młody zaczyna trzeć oczka. Włączam szumisia, biorę na ręce ( obecnie rzadko udaje nam się ułożyć do snu synka bez pomoc bujania i rąk własnych - liczę że to taki okres bo wcześniej tak nie miał ) Kilkanaście manewrów w prawo, lewo, nucenie "cztery słonie" i oczka synka zamykają się. Odkładam go do naszego łóżka i patrząc na swój stan kładę się obok. Wyłączam dzwonki w telefonie, do męża pisze że idziemy spać. 9:15 przebudzam się zerkam na telefon sms od męża: Zabrali MB prawa rodzicielskie! A buzia sama mi się uśmiecha. Wstaję, Młodemu jeszcze z 5 minut udaje się spać. Szczęśliwa, dziś muszę pójść na pocztę, więc karmię Młodego, ubieram się i wychodzimy. W rzeczywistości jest to szereg większej ilości czynności.  Jak już w końcu wyjdę przed blok jestem padnięta. Więc jak już wychodzę to na dłuższe spacery.  Tylko wyjechaliśmy młody zasnął.  Ostatnio wolę jak to robi w domu ale dziś nie miałam wyjścia.  Po poczcie zaczynam spacer,  po drodze robię zakupy.  Młody mi się budzi jak jestem w mini parku koło jeziorka gdzie są ławki.  Orientuje się że minęły 3 h od ostatniego karmienia.  Wyjmuje wode, mlenio i spokojnie karmie.  Następnie spacerujemy dalej.  Dzwonię do koleżanki dawno nie widziałem.  Nie możemy się nagadac. Spaceruje i rozmawiam.  Młody bawi się w wózku.  Koło 15 młody mi zasypia, chociaż chciałam iść już do domu wiec spaceruje dalej.  Wnosząc go do domu na pewno mi się obudzi.  Dopiero jak zaczyna dawać znak o sobie moja rwa kieruje się do domu.  Wchodzę,  karmie młodego i jest 16. Za pół godz będzie mąż a obiadu brak.  Bawię się z młodym,  w między czasie robiąc sos do makaronu.  W tle przeboje dziecięce.  Młody zaczyna trzeć oczka.  Chodzi spać o 19 więc musimy go przytrzymać te ponad dwie godziny.  Po obiedzie idziemy na lody do pobliskiej kawiarenki.  W wózku młodemu lepia się oczka.  Mamy na to sposób.  W kawiarni wyjmuje go z wózka.  Oczka od razu jak 5 złoty.  Wracamy,  kąpiel jedzenie i jest tak zmęczony że zasypia podczas mlenia czyli idealne usypianie :)
Dziś ominęło mnie standardowe kładzenie spać.  W wózku zasypia sam.  W domu niekoniecznie nie licząc wieczornego przy jedzenie ale to czasami.  Nie ma reguły.
To był cudowny dzień dobrych wiadomości.  Dodatkowo jeszcze mąż otrzymał dobre wiadomości związane ze strefa zawodowa.  Więc wszystko się układa.

wtorek, 23 sierpnia 2016

Być tu i teraz !

Jak doceniać/docenić to co się już ma...
Nie lodówkę czy telewizor, a swoje życie, ludzi wokół siebie.
Od zawsze, odkąd pamiętam moje myśli gonią do przodu za czymś co niby jest mi niezbędne. To coś powoduje że nie doceniam siebie jako osoby, wszystko kreślę w czarnych barwach. Że jestem gruba, że słaby ze mnie pracownik, że nowej pracy nie znajdę bo rozmowy kwalifikacyjne to moja pieta Achillesowa. Paradoks to fakt, że o tym wiem a dalej tak robię mimo iż z tym walczę. Nie umiem stanąć przed lustrem i powiedzieć podobam się sobie. Ale tez nie robię nic ku temu by to zmienić. W zeszłym roku miałam kilka zrywów aktywności fizycznej. Chciałam wrócić do biegania ale kontuzja pleców mi to uniemożliwia, a przecież są tez inne sporty. A ja przyczepiłam się do tej jednej myśli i stoję w miejscu. Już się martwię tym co będzie po macierzyńskim. Że dziecko, żłobek, praca którą muszę najpierw znaleźć. Na nic fakt, że po ostatniej wizycie w mojej pracy szefowa jest bardzo chętna zatrudnić mnie ponownie po macierzyńskim. To chyba dobrze. A ja i tak się martwię, bo godziny pracy, bo daleko i powroty sporo czasu mi zajmują. W głowie kiełkuje myśl o prawo jazdy, zawsze tylko jakieś "ale". Jedna myśl bije się z drugą. Marzą mi się zmiany na polu zawodowym, takie prorodzinne, jeśli można je tak nazwać. Godziny pracy 7-15 czy 8-16. Mniej stresowe stanowisko. Z obecnej pracy potrafiłam wracać tak umęczona że zasypiałam praktycznie po przekroczeniu progu domu. A w nocy spać nie mogłam, bo plany, bo  tyle spraw do wyjaśnienia, a czasu zawsze za mało.  A mimo to lubiłam, lubię to pracę. Czas w niej nigdy nie stoi, każdy dzień jest inny. Inni ludzie, inne sprawy. Nuda nigdy tam nie bywa. "Jesteś tak dobry jak twój ostatni miesiąc" - zawsze aktualne. Wyścig szczurów? - bingo!
W głowie rozpatruje prace biurową. Stres pewnie jest, ale petenci rzadko. Wybija 15 czy 16 i nic Cię nie interesuje. Teraz tak nie mam. Tylko ja lubię gdy się "coś" dzieje. Już pracowałam w miejscu gdzie widziałam na zegarku każdą mijającą minutę. Wtedy chciałam  zajmować się czymś co niesie ze sobą ciągły ruch, zmiany, nieprzewidywalność. A teraz już sama nie wiem czego chcę. Chodź tak na prawdę mam jeszcze czas na tego typu decyzję. Powinnam cieszyć się z czasu z dzieckiem,a ja jak zwykle wybiegam w przyszłość, zamiast chłonąc cała sobą dziś. A przecież świat nie jeden raz mi pokazał, że na wszystko w życiu przychodzi odpowiedni czas. Że nic nie dzieje się bez powodu. Nic!

Rok temu o tej porze martwiłam się czy uda nam się pogodzić kurs z moją pracę i czy w ogóle uda nam się na niego załapać. Udało się! Teraz w pokoju obok śpi nasze szczęście. Może trzeba dać ponieść się, a wszystko ułoży się najlepiej. Może fakt że umowa kończy mi się w trakcie macierzyńskiego to również znak by podążać ku zmianom. Czas pokaże.

Teraz liczy się tylko mały człowiek, który obecnie śpi w drugim pokoju, dla którego jesteśmy z mężem całym światem.

Miłego dnia :)




wtorek, 16 sierpnia 2016

Czekamy

Za kilka dni minie 2 miesiące od pierwszej i póki co jedynej rozprawy w sprawie uregulowania sytuacji prawnej naszego synka. I jak zapewne pamiętacie nie zakończyła się ona po naszej myśli. Nie ma tez co narzekać, bo najważniejsze że synek jest z nami i nikt go nie chce nam zabrać. Rodzina biologiczna nie wykazuje żadnych chęci zajęcia się naszym synkiem - dzięki Ci za to Boże! Sąd jednak na wszystko ma procedury i nie może tak po prostu zabrać prawa rodzicielskie.
Na koniec sierpnia jest wyznaczony termin w sądzie. A, że nie jesteśmy stroną sprawy nie wiemy czy to już ostatnia rozprawa i dziecko będzie w końcu wolne prawnie czy może sędzie lub sędzina mają jeszcze jakieś wątpliwości i potrzebują np wezwać dodatkowych świadków., co może spowodować wyznaczenie kolejnej sprawy. Oby tak nie było.
Na chwile nawet zapomniałam o całej tej procedurze zabierania praw rodzicielskich. Teraz po rozmowie z ośrodkiem trudno nie myśleć o ewentualnych scenariuszach. Oczywiście trzeba myśleć pozytywnie, myśl jest twórcza. Trudno jednak odgonić negatywne myśli.
O chrzcinach już nawet nie myślę. Odległy jest to temat. Początkowo jak Synek się u nas pojawił w mej głowie stworzyłam sobie wizję chrzcin w sierpniu. Ja naiwna myślałam ze uda się do tego czasu już wszystko mieć załatwione. chyba przyjdzie nam chrzcić zimą. Zobaczymy.
Trzymajcie kciuki 29.

sobota, 6 sierpnia 2016

Wspomnień czar

Dziś z moim mężem mamy małą rocznice. 6 lat temu zostałam jego żoną, a on moim mężem. Był to cudowny dzień chodź wszystko szkło na opak. Mimo to udało się. Teraz po 6 latach rodzinka w komplecie:ja, mój mąż, nasze dziecko i kot :) Stojąc wtedy w białej sukni przed ołtarzem nie mieliśmy planu, że dzieci już albo za rok. Wiedzieliśmy, że dzieci będą i będziemy je wychowywać w wierze katolickiej - zdanie z formularza przedmałżeńskiego, że dostaną nasze nazwisko, ale wtedy nie spieszyło nam się do powiększania naszej nowo powstałej komórki rodzinnej.
 "..W zdrowiu i chorobie.." - jak życiowe stało się to zdanie już kilka lat później.
 Mówią wszystko przychodzi z czasem. Więc przyszła i decyzja: powiększamy się. Resztę już znacie.
Pamiętam siebie  z pierwszych tygodni czy kilku miesięcy starania się, trochę naiwnie i zbyt optymistycznie do tego podeszłam. Tylko tak sobie myślę czemu miałam postąpić inaczej. Ludzie wpadają na każdym kroku z ciążami, to jak my zaplanujemy wszystko od a do z to uda się, na pewno. I udało się, kilka tygodni zamieniło się w lata, chodź też nie było ich tak wiele. Zycie poukładało wszystko tak by decyzja o adopcji nie była uzależniana od mojej zawodowej drogi,a pomimo niej. Praca jak nie ta to inna. Chciałam tylko napisać, że wszystko ma swój czas i miejsce, które może być nieco odmienne od naszych planów czy wyobrażeń. Dziś wiem, że dużo przed nami, zarówno wzlotów, jak i upadków, ale przejdziemy je jako rodzina. Jestem szczęśliwa.
Miłej dzieli dla wszystkich, jak idę pić kawę z moimi chłopakami :)




piątek, 5 sierpnia 2016

4 miesiące

Wczoraj Młody skończył 4 miesiące.
4 miesiące docierania się.
4 miesiące stawania się Mamą.
4 miesiące kiedy noc nie zawsze oznaczała odpoczynek. Nie kiedy był to czas czuwania, niespokojnego czuwania, nasłuchiwania i sprawdzania czy Bąbel oddycha.
Dni niby podobne, a jednak tak różne, niosące przeróżne emocje. Każdy dzień to kolejna okazja na tworzenie więzi dziecko-mama, dziecko-tata, mama-tata odkąd pojawiło się dziecko. Zmieniło się wiele. Czy wszystko? Trudno stwierdzić.
Życie zwolniło chodź jest w co ręce włożyć - potocznie mówiąc. Mam na myśli monotonność planu dnia. Dążymy do powtarzalności, stworzeniu schematu dnia dziecka. Stałe pory drzemki, spacer w tych samych godzinach itd. Szczerze jest to jeszcze przed nami. Młody śpi jak mu wyjdzie. Dziś np w ciągu dnia spał pół godz. Zmęczony, marudny, ale zasnąć nie chciał. Najczęściej ma dwie, trzy drzemki w ciągu dnia. Ma tez dni kiedy śpi, budzi się na jedzenie, pobawi się 30 min i znów idzie spać i tak cały dzień. Godziny spacerów uzależniam od pogody. W upały wychodzę tak by do 12 wrócić do domu, a jak nie zdążę to dopiero po 16 czy 17 wchodzę często z asystą męża.
W pochmurne dni,ale nie deszczowe spaceruje w godzinach jakich uda mi się wyjść z domu, mam na myśli ogarnąć siebie, dziecko, trochę dom. W kwestii spacerów przeszłam rewolucję. Na początku spacerowałam średnio 3 godziny czasami dłużej. Młody przesypiał prawie całe spacerowanie. Mimo to w domu nadal miałam czas by posprzątać czy ugotować. Teraz już tak dużo nie sypia. Czasami jak pośpi na spacerze to już w domu nie mam czasu na nic innego oprócz zabawiania Młodego. Oczywiście mam kilka sprzętów w domu które umożliwiają mi zajęcie Młodego. Dokładnie trzy. Karuzela w łóżeczko. Leżaczek. Mata. To są jednak tylko chwile, które udaje mi się ugrać w ciągu dnia np na zjedzenie śniadania. Obecnie mam kontuzję kręgosłupa - rwę, promieniującą na nogę. Już jest lepiej, ale na początku spacery wyglądały tak, że szłam na plac zabaw gdzie drzewa tworzą cień, liczyłam że zanim tam dojdę. Młody zaśnie i modliłam się żeby nie obudził się wraz z zatrzymaniem wózka na placu zabaw. Jak ta sztuka mi się udała, często miałam nawet 2 godziny na świeżym powietrzu nie nadwyrężając nóg ani kręgosłupa. Czas na angielski, poczytanie gazety czy posłuchanie muzyki. Zdarzają mi się dni, że mimo dużych chęci nie udaje mi się wyjść na spacer.
W pogodne dni otwieram balkon. Zaważyłam, że na początku człowiek się spinał,a spacer to był priorytet dnia. Teraz po 4 miesiącach wiem, że trzeba chodzić z dzieckiem na spacer, ale świat się nie zawali, a tym bardziej zdrowie dziecka nie podupadnie od dnia bez spaceru. Są tez dni kiedy kawa nie jest  w stanie mnie obudzić niezależnie ile jej w siebie wleje. W takie cięższe dni, korzystam z drzemek Bąbla i regeneruje siły z synkiem. Obiady próbujemy jeść niby razem ok 17 po powrocie męża z pracy, a jednak na zmianę, jedno je  drugie siedzi z Młodym. Często gotujemy tzw jedno-garnkowce, z myślą o mrożeniu. To dobry sposób by codziennie nie stać przy kuchence oraz  dobra alternatywa, gdy Młody nie daje nic zrobić w domu. Zanim pojawił się dodatkowy członek naszej rodziny - Bąbel, obiady rzadko udawało nam się jeść obiad razem nie licząc weekendów. 

Wcześniej zanim zostałam mamą żyłam zawodowo na bardzo wysokich obrotach. Teraz czuje się jakby moje życie było w  rytmie slow. Mimo to każdego dnia Młody nas zaskakuje czymś nowym. I to jest cudowne jak w ciągu tylko 4 miesięcy zmienił się nasz synek. I za każdy dzień który jest z nami dziękuje codziennie Bogu. To jest cudowne że możemy być razem od samego początku. Młody jest z nami odkąd skończył 11 dni. I to jest piękne, że nic nas nie ominęło. Pierwsze zainteresowanie grzechotką na leżaczku - byłam, widziałam, udokumentowałam. Taka byłam dumna. Pierwsze chwycenie zabawki i jej trzymanie. Pierwszy uśmiech. Pierwszy śmiech. Mogłabym wymieniać bez końca. Kolejne 1-sze razy przed nami.
c.d.n

środa, 20 lipca 2016

Codzienność nas dopadła

Katar przechodzi Młodemu. Powoli też wracamy do przespanych nocy - znaczy się ja wracam.
Byliśmy wczoraj na badaniu bioderek - na razie wszystko w porządku. Sama wizyta trwała może z 5 minut, natomiast krzyki dzieci z innych sal, mocno wpłynęły na moje samopoczucie. Współczuje rodzicom, którzy muszą znosić rehabilitacje dziecka, oczywiście dla jego dobra.  
Kolejna wizyta za 2 miesiące. Stosunek trwania wizyty do czasu spędzonego na przyjazd do poradni i powrót do domu niewspółmierny. Byłam zmuszona poruszać się komunikacją miejską. Z wózkiem i dzieckiem jest to jak wyprawa na księżyc. To przesiadanie się. Stres, bo klima w tramwaju, bo deszcz pada, to folie zakładać trzeba, a w komunikacji zdejmować bo sauna się Młodemu robiła w wózku. Wróciłam do domu umęczona. Dobrze że na standardowe wizyty u pediatry mam bliżej i mogę zrobić sobie spacer. 
Młody łapie już bez problemu mniejsze zabawki. Mocno potrafi je trzymać. Mata edukacyjna jest teraz cały czas w użytku. Nie przestajemy Młodemu czytać. Biblioteczka cały czas powiększa się o nowe tytuły. Ostatnie łupy
Rewelacyjne krótkie rymowanki. Jedna  o krajach i charakterystycznych dla danego państwa obyczajach,  zabytkach czy geograficznych nowinkach. Druga w rymowany sposób tłumaczy powiązania rodzinne.
 "Kto zjadł biedronkę" - twarde strony,  intensywne kolory,  zwracają uwagę Młodego.  Najbardziej spodobał się lew.





A mnie dopadły problemy z kręgosłupem. Jestem po pierwszej wizycie u rehabilitantki. Musi pomoc bo ból promieniował mi na nogę i trudno było mi funkcjonować. 7,5 kg młodego nie pomaga ale co zrobić takie życie Matki ;)


niedziela, 3 lipca 2016

Lokatorzy bez meldunku

13 tydzień Bąbla.
Ja ( jako matka): Przeziębiliśmy Bąbla ( najpierw myślę, później głośno przekazuję tą myśl tacie - mojemu mężowi )
Bąbel oddycha chrumkając jak świnka, dosłownie.  U noworodka było to normalne - wg lekarzy. Ten etap już nam jednak "dawno" minął. Już od kilku tygodni Bąbel oddychał normalnie jak ja czy tata.  Dodatkowo nosek synka opanowały "kozy" - lokatorzy bez meldunku, które dość skutecznie niestety zakłócają sen naszego synka.
Co robi matka czyli ja. Próbuje umówić się do lekarza bo bez konsultacji nic Młodemu nie podam. Myślę frita by chodź chwilowo dać ulgę dziecku. To zaczynają się schody gdyż na wizycie u położnej zostaliśmy poinformowani by frity nie używać u tak małych dzieci bo można naruszyć błonę noska i zrobić dziecku więcej złego niż dobrego. Pytanie: czy kozy które zrobiły sobie w nosku mojego syna obóz i obozują bez paszportu to sytuacja odpowiednia na fritę czy jeszcze nie.
Do tego rady "doświadczonych" matek tzn mających dłuższy staż bycia mamą. Ehh
W końcu frita poszła w ruch o 3 w nocy. W sumie młody płakał od 2 do 4, cały czas nie chcąc się uspokoić.  O 4 zasnąłoczywiście,  z nami. Sen więc nie należał do długich czy wyjątkowo wygodnych - dla mnie. Synek obudził się w skowronkach.
A lekarz stwierdził że to tylko mały katar i suche powietrze.
Stan na dziś kozy są. Regularnie je eksmitujemy. Za radą znajomej pediatry podajmy nasovin Soft od 3 miesiąca. Powietrze nawilżamy mokrymi ręcznikami. Do tego pokaszluje ale to niby od nadmiernego ślinienia się związanego z zębami.  Oby Młodemu przeszlo. Ale co przeżyliśmy to nasze. Oby kolejnych razy było jak najmniej.



piątek, 24 czerwca 2016

Co u nas

Moje dziecko przespało dzis 10godz w porze nocnej bez wołania o butlę. To nasz taki pierwszy raz. Nie udałoby się to zapewne bez pomysłowego taty. Nie oznacza to że ja przespalam ciągiem 6 czy 7 godz. Oczywiscie przebudzalam się sprawdzić czy wszystko w porządku. Ale nie musiałam mieszać mleka, karmić, odbijać, przebierać usypiać co potrafi wybić z atmosfery snu!. Nie mówię że na pewno stanie się to regułą, nie pogniewalabym się jednak gdyby tak się stało.
Wstawanie nocne to jedna czynność, do której mimo 12 tygodni syna przyzwyczaić się nie potrafię.
Więc dziś jestem uradowana:)
I wiecie co młody obudził się, zjadl mleko, pobawił się  na macie i już śpi, a nie minęła godzina.
Mata to prezent od naszych dobrych znajomych. Mata jak mata pewnie powiecie, natomiast nie każda ma boki które można połączyć i powstają ściany tworząc coś na wzór mini kojca, gdzie maluch przynajmniej taki jak mój może bezpieczenie się ruszać i rozkazywać rękami i nogami. Przewrotów jeszcze nie opanowaliśmy ale wszystko przed nami ;)
Tym sposobem jem śniadanie jak człowiek przy stole i popijam kawę.
Dobrego dnia wszystkim:)

wtorek, 21 czerwca 2016

Sądy

20 czerwca nie okazał się dniem rozstrzygającym sprawę naszego Bąbla. Na szczęście nikt nie chce nam go zabrać. A więc czekamy..

środa, 15 czerwca 2016

Jesteśmy:)

11tydzień Młodego upływa powoli. I mamy 1szy ząb. Dość szybko, ale z faktami się nie dyskutuje. Początkowo byliśmy dość zdziwieni, że to juz. W fachowej literaturze są ujęte przypadku ząbkowania w 3 miesiącu czy jeszcze wcześniej. Chodź średnio to dopiero w  7miesiącu zęby pokazują swoje oblicze. Drugi nieśmiało się przebija. Objawów gorączkowych brak. Ataki płaczu zwykle przez nocnym spaniem mogą być spowodowane zębami ale nie muszą. Inne objawy ślinienie, przez co Mlody praktycznie cały czas wkłada piąstki do buzi. Dziś planujemy przetestować gryzak wersje chłodzącą.
Poza tym w poniedziałek rozprawa. Więc cierpliwie czekamy.
Marzy nam się urlop. Zdaje sobie sprawę że dla mnie jako matki opiekującej się Młodym 24 h/dobę urlop może oznaczać tylko zmianę otoczenia, pomoc męża przez całą dobę przy Bąblu i obiadki na mieście (czyt. Brak gotowania, sprzątania, zmywania) Plusy to że przy obecnych godzinach wstawania wschód slonca w końca wydaje sie realny do obejrzenia.  O lezeniu plackiem na plaży w ciepłym Piaseczny mogę zapomnieć ale za to spacery to kolejna okazja do szlifowania formy. Wiem to będzie inny urlop, a i tak o nim marzę. Jak się uda to i tak dopiero we wrześniu. Jod który dopiero jesienią daje odczuć swój dobroczynny wpływ. Uplaly w tym roku nie są nam do niczego potrzebne. Ręce i dekolt już mam opalone dzięki rytuałowi codziennych spacerów, a to dopiero czerwiec. Już powoli myślę co może nam być niezbędne na urlopie z dzieckiem i to takim 5-6 miesięcznym (tyle będzie miał we wrześniu )
Za nam  dwie wyprawy do naszych rodziców a dziadków Młodego. Droga to tylko 1,5 h jazdy autem więc nie jest to daleko. Młody lubi jeździć więc z tym aspektem nie mamy problemu. Tylko prowadzimy go w foteliki i już śpi. Chodź w trakcie miał takie pół godziny że się obudził, nie marudził, a zwiedzał. Spokojnie siedział i się rozglądał. Pod względem rzeczy do zabrania to weekendowy wypad jest wyzwaniem. Podczas pierwszej podróży na 4dni chciałam zabrać tyle ciuszkow Młodemu by nie prać ich podczas pobytu. Zapakowalam eiec pół dużej walizki samymi ciuszkami Młodego. Po dwóch dniach włączałyśmy z teściową pralkę bo po czystych ciuszkach nie było śladu. Młody sporo ulewa. Na nic zdają się śliniaki czy  podłożone tetry. A fachowa literatura w sprawie ulewania dosłownie rozkłada ręce w kwestii rzeczowego rozwiązania. Niby ze przez to że za dużo je.  Że jak nie odbije itd. A u nas Młody potrafi odbić wręcz książkowo i ulać modelowo. Tyle w temacie. Podobno po 3miesiacu ustają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Oby.
Nowe otoczenie, dużo ludzi, spore zainteresowanie skierowane na Młodego odbija się sporym rozdrażnienie Młodego w porze wieczornej. Na szczęście tylko teraz zdarzyły nam się aż dwie wyprawy w dostępie 2 tygodniowych. Następna za 2 czy 3 miesiące. Jak chcą zobaczyć Młodego mogą nas odwiedzić.
Mieliśmy też swoje pierwsze wyjście bez Młodego, na całe pół godz wyskoczyliśmy do sklepu a Bąbel został pod opieką babci.
Wracając do bagaży. Prócz ubrań. Dodaj że nasze zajęły wspólnie druga połowke walizki. Do tego butelki, podgrzewacz, garnki do gotowania i wyparzania butelek. Pamperdy, chusteczki, mleko (przez 4 dni poszło nam ponad 2 opakowania mleka po 600 gram) Kosmetyki kąpielowe. Mąż miał niezłego tetrisa by to wszystko ułożyć w aucie. No i wózek który zajmuje nam sporą część bagażnika. Ale daliśmy radę :)
A po powrocie dzień jak co dzień z dniem prania w tle.
To chyba tyle u nas.


piątek, 3 czerwca 2016

Co nowego u nas

Jutro Młodemu minie 2 miesiące.
W ciągu ostatniego tygodnia bardzo się rozgadał w swoim języku. Mówiąc do Niego prowadzi dyskusje jak równy z równym, jakby doskonale wiedział co się do niego mówi. I jakie miny przy tym robi. 
Stał się również mocno ruchliwy w zakresie jakim pozwala mu pozycja leżąca. Gugąjąc mocno macha nogami i rękoma. Mi nie raz się dostało.
Wodzi wzrokiem za osobami które są blisko niego. Wykazuje zainteresowanie grzechotkami, na razie tymi wiszącymi, czasami je poruszy rączkami, głownie się w nie wpatruje. W wózku zamontowaliśmy już jedna zabawkę wiszącą i w czasie nie spania jest w zasięgu sporego zainteresowania naszego Synka. Reaguje na dźwięki wydawane w Jego towarzystwie, zwracając głowę lub wzrok w kierunku z którego płynie dźwięk. 
W wózku śpi bajecznie pod warunkiem, że będzie się omijać wyboje. Powoli staje się wrażliwy na dźwięki i nie śpi już tak beztrosko ( w domu ) przy pralce, zmywarce czy odkurzaczu. Nadal nie szepczemy i nie chodzimy na palcach kiedy śpi ale odkurzanie muszę zostawić na czas po drzemce Bąbla.
Rośnie, już ma 63cm i wazy 5300kg - dane sprzed 2 tygodni, więc pewnie są one nie aktualne. Mieliśmy dość spore uwagi do kwestii jedzenia Bąbla. Odkąd jest z Nami je więcej niż norma na dany tydzień wskazuje. Teraz zjada normę po 4 miesiącu. Trochę nas to martwiło. I nadal je co 3 godz, czasami zdarza mu się co 3,5 czy 4 ale nie jest to reguła, a powinien co 4 godz. Natomiast znajoma pediatra uspokoiła nas że trzeba się cieszyć ze je. Wybiega jak zacznie chodzisz. Częściej niż 3 godz próbujemy go nie karmić bo to takie minimum by jedzenie zdołało się strawić w brzuszku. W sumie nie zawsze zjada tyle samo więc patrząc na średnią zjadanego mleka nie jest tak źle. dodam że Młody jak jest głodny to zanosi się płaczem. Jest to dość specyficzny płacz. 
Młody rewelacyjnie znosi jazdę autem. Tylko się ruszy On już śpi. Mamy już za sobą dłuższą podróż do rodzinnych domów, ok 2h jazdy. 
W nocy budzi się 2 razy. Ma tez w ciągu doby jedną dłuższa drzemkę ok 5-6h. jak wypada ona w nocy to jest super bo wstaje tylko raz. Tak różowo nie jest codziennie. Tryb dnia jeszcze nam się nie wyklarował. Mamy na to jeszcze czas.
Byłoby to na tyle.  

czwartek, 2 czerwca 2016

20 czerwca

Własnie na ten dzień wyznaczono termin rozprawy o przyjęcie zrzeczenia się praw rodzicielskich matki biologicznej.
Szybki termin?
Czy raczej odległy?
To zależy z której strony się spojrzy.
Lepszy taki niż np wrzesień.
A mógłby być np jutro lub w przyszłym tygodniu.
..
Jeszcze tylko 18 dni.
...
Ogarnia Nas spokój. Będzie dobrze :)
Jak mówi moja mama: Młody - jest już częścią naszej rodziny

czwartek, 19 maja 2016

Sąsiedzi.

Gdy jest się w ciąży chce się całemu światu wykrzyczeń swoja radość, podzielić się nowiną -  tak to sobie wyobrażam. Najbliżsi dowiadują się plus, minus po 3 miesiącu. Reszta zauważa sama jak tylko brzuch sam postanawia nieść wesołą nowinę wszystkim wokół bez wyjątku.
Adopcja daje kilka wariantów. Można nieść nowinę jak tylko próg ośrodka się przekroczy i swoją gotowość bycia rodzicem adopcyjnym przypieczętuje złożenie  podania o dziecko. To niesie ze sobą pewne konsekwencje w postaci ciągłych pytań w stylu: to już?, a kiedy? Ale oszczędza nam pytań o ciążę. Tak przynajmniej to sobie wyobrażam, bo z tej opcji nie skorzystaliśmy.
Można obrać model inżynierski - my z mężem tak go nazwaliśmy - gdy wszystkie zmienne to 100% pewności adopcji dziecka, a taka zależność występuje po wpisaniu na listę oczekujących na telefon. Wcześniej czy później macierzyństwo zapuka do drzwi. Minus modelu- pytania o dziecko, ciąże, macierzyństwo.  
W grudniu gdy wszystkie zmienne zamieniły się w 100% rozpoczęliśmy niesienie nowiny od rodziny, a następnie systematycznie oznajmialiśmy ją znajomym.
I super, zadzwonił telefon. Teraz tym wszystkim co o adopcji wiedzą wysłaliśmy nowinę: baby in home! I super.
Tylko co z tymi wszystkimi wokół bez wyjątku? Może Ci bez wyjątku nie są zbyt ważni, w ogóle. Ale już Ci wokół to spora grupa ludzi z którymi wchodzimy w relacje, mniejsze, rzadziej, ale zawsze. Mi po głowie chodzi jedna grupa zwana sąsiadami. 
Kochani sąsiedzi - raczej nie. U nas wygląda to tak, że w głębsze interakcje wchodzimy tylko z jednymi sąsiadami - wchodzący w grono znajomych. Ale nie o nich tu chce pisać. A o tych pozostałych. Co widzieli nas cały czas we dwoje, a teraz jest już nas troje. Wózek się pojawił. Płacz za ściany. A brzucha nie było. Dziecko malutkie a figura jakby w ciąży nie była. 
Sytuacje z życia wzięte:
Sklep. Supermarket. Już kończę zakupy, stoję w kolejce do kasy. wypakowuje zakupy i słyszę: nie poznałam Cię. Za pleców wyłania się na horyzoncie sąsiadka z dołu. "Chyba od sierpnia Cie musiałam nie widzieć"Z mojej strony Uśmiech. Następnie milion pytań do: Jak ma na imię itd. I następuje:"Jak karmisz: piersią czy modyfikowanym?" Przypomnę stoimy w kolejce do kasy. Z sąsiadką jestem, a raczej byłam tylko na cześć. A że nie zamierzam nikomu kłamać że rodziłam mimo że nie rodziłam. Mówię spokojnie ze modyfikowanym bo nie rodziłam. Był to zabieg by ukrócić pytania o ciążę, poród itp. O dziwo sąsiadka się nie zmieszała. okazało się ze sama ma znajomych którzy adoptowali. w końcu nastała moja kolej zapłaty za zakupy. Zapłaciłam pożegnałam się z sąsiadka i poszłam na spacer z Młodym. Z nią była druga sąsiadka więc na jednym ognisku dwie pieczeniem upiekłam - mówiąc kolokwialnie. Całkiem przypadkiem je upiekłam bo szczerze zapomniałam a raczej nie zdawałam sobie sprawy ze nasza mało zintegrowana komórka lokatorska jaką jest nasza klatka poruszy się faktem powiększenia  naszej rodziny. 
Kolejna historia nie jest już tak poruszająca po prostu obczaili nas z wózkiem mijając na klatce, miny mieli dość dziwne. A że znają się i kolegują  z sąsiadką nr 1 to pocztą pantoflową informacja przeciekła. I dobrze. Skąd wiem bo przy następnym spotkaniu klatkowym już dziwnie nie patrzyli na nas tylko zgadali, pogratulowali. To się wie. Taka intuicja kobieca hehe
Sąsiedzi nazwijmy ich nr 3 jak się okazało sami powiększyli się o małe baby. Nikt na klatce tego faktu nie odnotował przez prawie  całe 9 miesięcy. Ale z nas sąsiedzi hehe. Skąd wiem bo sąsiadce nr 1 zdarzyła mi to "sprzedać" podczas pamiętnej kolejki do kasy. I ona faktycznie brzuch miała nie jak ja. Wracając: spotkanie na klatce, sąsiad nr 3, zagaduje: Widzę ze wam tez się rodzina powiększyła. następnie lista standardowych pytań o płeć itd. My odwzajemniamy się tym samym. I pada pytania z wasz kiedy urodzony. Pada data z moich ust. A na twarzy sąsiada maluje się konsternacja. 
Sprostowanie na koniec: to nie tak ze teraz każdemu człowiekowi spotkanemu w sklepie mówimy ze adoptujemy. Nie. Ale gdy kontekst rozmowy skręca w tym kierunku a raczej pod znak ciąży, poród karmienie, wolimy powiedzieć na początku niż wdać się w ogień niezręcznych pytań. 
I tak ożyła nasza klatka. kiedyś ktoś powiedział ze dzieci zbliżają - coś w tym jest.
Pozdrawiam:)
PS: jesteśmy dziś po szczepieniu. Kto się bardziej bał? Pewnie ja. Młody krzyczał,aż serce mnie bolało. I ciesze się ze zdecydowaliśmy się na  wersje 5w1. Połowę mniej kłuć niż przy wersji standardowej. A to ja będę chodzić z nim na szczepienia. Teraz słodko śpi :)

Miłego popołudnia :)


wtorek, 17 maja 2016

Pokój

Dziś będzie o pokoju który szykowaliśmy nie mając pojęcia o płci ani wieku dziecka. Sprawiało nam to sporo radości, mimo ograniczeń jakie mieliśmy. Róż? A jak będzie chłopiec? Pompony dla chłopca? Girlanda z imieniem- ale jakim? i można by mnożyć takie znaki zapytania, dlatego "remont" zaczęliśmy dość późno - dopiero w styczniu - biorąc "na tapetę" < nie tapetowaliśmy ścian - sprostowanie > elementy pasujące dla obydwu płaci, tak samo postępując z kolorami.

Dygresja: cieszę się że z urządzaniem pokoiku nie czekaliśmy do telefonu. Nie mieliśmy nigdy takiego zamiaru natomiast spotkałam się w internecie na blogach czy forach z takim podejście do tematu. Nie oceniam. wiem natomiast że w naszym przypadku Młody zawitał by w nasze progi bez zrobionego pokoiku. Jak niżej przeczytacie niczemu to nie przeszkadza, gdy zamierzanie jak my wstawić przynajmniej na początku łóżeczko do waszej sypialni. My tak zrobiliśmy. Trudno mi stwierdzić czy z wygody czy z troski. A może po trochę z obydwu powodów.

Wracając do zdarzeń po telefonie, nie miałabym głowy do malowania ścian, czasu tym bardziej. U nas akcja potoczyła się, dla mnie dość szybko. W tydzień mieliśmy dziecko w domu. Mogło być szybciej ale o biurokracji naszych urzędów nie chce mi się pisać. Było minęło.
Telefon zadzwonił w piątek popołudniu do męża. Ja i tak bym nie mogła pewnie odebrać.
...Dzwoni telefon, na wyświetlaczu: mąż. Jestem w pracy. moje myśli: To musi być coś ważnego, mąż nie dzwoni do mnie do pracy bo wie ze ja nie mam nigdy czasu rozmawiać. Odbieram mówiąc nie mogę rozmawiać, poczekaj wyjdę na dwór. Rozłączam się. wychodzę, wybieram nr męża, dzwonię, co tam? Dzwonili z ośrodka jest 4 dniowy chłopiec. A ja się trzęsę chodź świeci słonko.
Z mężem widzę się dopiero ok 1 w nocy. Wchodzę do domu, mąż w pokoiku Młodego kończy skręcać łóżeczko i krzesełko. Z krzesełkiem go poniosło ale świeżo upieczonemu tacie można to wybaczyć. Siedzimy na podłodze. Jest bosko. Nocy nie przesypiam. W sobotę już oglądamy rzeczy w sklepach jeszcze nie kupując, to dopiero po wizycie w Ośrodku. Wieczorem w Ośrodku wiemy już wszystko. Wieczór spędzamy jak ludzie  z infolinii dzwoniący z super produktem. Jedyna różnica że my nieśliśmy nowinę. Świętujemy dwoma pudełkami lodów. Kolejna noc, a ja nie mogę spać, czyżbym szykowała swój organizm do czasów z Młodym. Niedziela pod znakiem - zakupy! Z listą na kartce A4. I tak sporo rzeczy udało nam się zamówić przez internet. W poniedziałek i we wtorek jeszcze pracowaliśmy więc czasu na wyprawkę nie było w ogóle. A wieczory spędzaliśmy przy desce do prasowania. W środę spotkanie z Młodym. I to nerwowe czekanie czy da się go w piątek odebrać. A między czasie zakupy, pranie, prasowanie, robienie zapasów jedzenia - nigdy nie wiadomo czy dziecko będzie należeć do tych co śpią czy wręcz odwrotnie. Na razie zalicza się do 1-szej grupy - odpukać - oby mu się to nie zmieniło.
My i tak mieliśmy już wózek, łóżeczko, ciuszki na początek. Sprawą ubioru młodego przynajmniej początkowo zajęła się moja mama. gdy tylko dowiedziała się że została babcią skompletowała i przysłała karton słodkich chłopięcych ciuszków.

Odkąd pojawił się Młody pokój służy jako "garaż" dla wózka i wanienki ze stelażem którego nie opłaca się wkładać do szafy. I do przechowywania ciuszków. Aaa i miejsce gdzie można spokojnie postawić deskę do prasowania. A prasowanie po robieniu mleka to druga najczęściej wykonywana czynność <śmiech> Pranie robi pralka więc tego nie liczę.

Do skończenia pokoju brakuje nam kilku elementów ale to niczemu nie przeszkadza. Jeszcze trochę tygodni minie zanim zamieszka u siebie znaczy w swoim pokoju. Nawet jak to nastąpi, korzystać będzie na razie tylko z łóżeczka, wiec mamy czas by dokończyć pokój zanim młody do niego dorośnie ( w domyśle raczkowanie i chodzenie) Teraz może tylko oglądać go z pozycji moich czy taty rąk.


PS: Drzewo miało mieć listki z filcu. W miejscu poduszek będzie stało łóżeczko, a na miejscu krzesełka łóżko  - w planach do zakupienia. Poduszki maja być jako oparciem owego łóżka.

poniedziałek, 16 maja 2016

6 tygodni

Dziś nasz Skarb kończy 6 tygodni. Każdy dzień jest z nim nowym doświadczeniem. Kilka dni temu weszliśmy w nowy etap spacerowania. do tej pory całe spacery przesypiał. obecnie robi sobie sobie 15 czy 30 min przerwy od spania  i rozgląda się, patrzy na mamę czy tatę.  Zwraca uwagę na zabawkę przypiętą do budy wózka.
I chyba zostanie piłkarzem - mąż się śmieje, tak mocno i intensywnie macha nóżkami. Przy przebieraniu dostaje kopsańce w brzuch.
I ręce mamy są magicznym miejscem gdzie wszystkie nerwy i płacze przechodzą.
Każdego dnia uczymy się siebie nawzajem.
Noce nadal są dla mnie dość męczące chodź Młody nie budzi się co godzinę, a tak co 3-4. Mimo to brakujemy mi snu takiego 8 godzin. Czasami uda mi się pospać w ciągu dnia z Młodym albo zrobię sobie popołudniowa drzemkę gdy mąż już w domu i ma kto się zając Skarbem.
...
Dziś Ośrodek złoży w sądzie wniosek MB o zrzeczenie się praw rodzicielskich. Trzymajcie kciuki za wyznaczenie szybkiego terminu tej rozprawy.
...
Młody zasnął, może uda mi się napić ciepłej kawy :0
Miłego dnia :)


czwartek, 12 maja 2016

Pierwsze razy

Pierwszy dzień młodego w swoim domu.
Podroż ze szpitala całą przespał. Już wtedy zauważyliśmy ze hałas mu nie przeszkadza by uciąć sobie drzemkę. Nadal tak ma, oby mu się to nie odmieniło.
Jak w końcu przekroczyliśmy próg naszego mieszkania dość donośnie dał znać ze przespał swój czas na mleczko, wiec rodzice w pospiechu zaczęli szukać butelki z mleczkiem która dostali w szpitalu.  Zanim udało nam się ogarnąć mleko płakał w wniebogłosy. Łzy jak grochy spływały mu po policzkach Jak tylko poczuł smoczek płacz ustał momentalnie. nakarmiony był juz spokojny. No i dostał czkawki. I my jak świeżo upieczeni rodzice wpadliśmy w popłoch jak owa czkawka nie ustała po 5 min. Najpierw internet w pospiechu przejrzeliśmy co zrobić by zlikwidować to czkanie A następnie już całkiem przerażeni złapaliśmy za telefon by poradzić się doświadczonych mam. Doświadczone mamy trochę nas wyśmiały mówiąc ze jak czkawka nie trwa kilka godz to nic się nie dzieje. I czkawka u dzieci bywa normalna. ale nasze miny gdy czkawka trwała 5 min i nie przechodziła -  bezcenne.
Dostał wody do pici i czkawka znikła. A z nas zeszło powietrze - uff

czwartek, 5 maja 2016

Rozważania matki na "detoksie" od pracy zawodowej

Za czasów starań o biologiczne dziecko ciąża dziecko miało być wybawieniem od pracy której nie lubiłam.  Był to dobry moment na ciążę - umowa na stałe,  a że atmosfera i sama praca stawała się coraz gorsza nie byłoby czego żałować że znikam na 2 lata.  Swiat uważał inaczej.
Nasza droga ewoluowała.  Teraz praca która mam/miałam lubiłam.  Spędzalam w niej całe dnie a mimo to lubiłam tam chodzić.  Mimo zmęczenia i tempa jakim żyłam 8 h.  
Matką stałam się nagle.  Warunki mniej sprzyjające.  I to jestem na macierzynskim urlopem zwanym.  Omijając kwestie opieki dziecka,  bo nie o tym chcę dziś pisać,  życie zwolnilo.  Faktycznie przyspieszyło nadając zwolniony ton.  
Sytuacja z dziś.  Godzina 14. Normalnie nie miałabym czasu zerknąć na zegarek.  Pewnie nawet nie zauważyłam że wiosna zawitała dzisiejszego dnia do nas.  Pewnie biegała bym teraz w swoich szpilkach załatwiają sprawy na wczoraj.  I tak do 17 której mogłabym nawet nie zauważyć.  Zmęczona dotarła bym do domu.  Mówię że bym zasnęłam przed telewizorem.  Z tego zmęczenia w środku nocy nie mogłabym spać.  Ale rano z chęcią bym wstawałam by znów w paść rytm pośpiechu i gwaru swojej pracy.  
Dziś jest inaczej.  Noce nie służy do odpoczynku.  A mimo to bywam mniej zmęczona niż za czasow 8 h biegu szczurów. 
Sytuacja   ta uświadomiła mi jak mocno związana byłam z tym co robię zawodowo.  Godz 14. A ja spaceruje z młodym po parku gdzie wokół najprawdziwsza łąka.  Czas powoli leci i jedyne co mnie ogranicza to pora karmienia młodego. 
Wiem że teraz mam do wykonania wyższej rangi misję pt.  Wychowanie młodego.  Wiem ale trudno tak raz dwa zmienić diametralnie swoje myślenie. 
Łapie się ze zastanawiam się co w pracy i jak sobie radzą beze mnie.  Dobrze wiem że nikt nie jest niezastąpiony również ja i ta myśl trochę mnie boli.  
Jakkolwiek lubiłam swoją pracę i tak prawdopodobnie do niej wrócę bo umowa kończy mi się zanim minie rok macierzyńskiego.  A może los tak chciał? Wiem jak trudno zmienić pracę.  Nie mając wyjścia jesteśmy postawieni przed faktem dokonanym i musimy działać.  Zawsze bowiem chciałam pracować w normalnych godz do 15 czy 16. Może to jest ten znak i szansa od świata.  Czas pokaże... 

środa, 4 maja 2016

Co u nas

Dziś mija Młodemu miesiąc.  Jest z nami od 11 dnia swojego życia.  Nie wiem kiedy minęło nam razem tych 19 dni.  Dzień mija za dniem,  niby podobne ale każdy niesie coś nowego.
Dużo je ok130-150ml co 3,5 godz.
W nocy budzi się 2-3 na jedzenie.
Z każdym dniem coraz więcej rusza nogami  i rękoma.
Dużo mu śpiewamy i czytamy.
Jest kochany :)
Przed Nami decyzja odnośnie szczepień.
A z tyłu głowy mamy termin 16 maja.




piątek, 22 kwietnia 2016

Biblioteczka młodego

Dziś chcę Wam pokazać jakie tytuly znalazły się już w biblioteczce Bąbla.
W trakcie oczekiwań trafiały tam tylko tytuły związane z adopcją w formie bajek dla dzieci.  Odkąd jest z nami Maluch czytalismy już "Jeśli bocian nie przyleci skąd się biorą dzieci".  Przy czytaniu bąbel się uspokaja i wycisza. Po przeczytaniu jej z 4 czy 5 razy prawie znam ją na pamięć.

Po telefonie zakupiliśmy  karty kontrastowe 0+. Przyciągające  uwagę młodego.  Fajny sposób na aktywne spędzanie czasu kiedy nie śpi.



Brakowało nam jednak bajek do czytania.  Dziś zakupiliśmy "Moje książeczki księga pierwsza".  Pani w księgarni mówiła o niej retro książka z bajkami często już zapomnianymi. Jesteśmy po przeczytaniu dwóch.  Wiem że on nic z nich  jeszcze nie rozumie,  ale słyszy nasz  głos,  a to jest teraz najważniejsze.   I chcemy od najmlodszych lat przyzwyczajać malucha do czytania.

Dodam że bajki są z morałem,  przynajmniej te 2 które już poznaliśmy.

A Wy jakie tytuły polecacie do czytania niemowlakowi?
Wiem że treść jest teraz mniej ważna,  liczy się nasz głos,  natomiast chciałabym mu czytać bajki a nie np fantasy.

wtorek, 19 kwietnia 2016

Telefony w mojej głowie-kartka z kalendarza

Dziś chciałam podzielić się z Wami czymś co napisałam nad ranem dzień po telefonie.


Poniższa notka powstała kilkanaście godz po opisywanym zdarzeniu.  Emocje na wierzchu nic do ukrycia.

Gdyby kilka dni temu ktoś spytał mnie jak będzie wyglądał czas gdy zadzwoni telefon a w słuchawce miła pani z ośrodka poinformuję nas ze maja dla nas propozycje dziecka,  ta wizja byłaby daleko odrealniona od tego co faktycznie miało miejsce.
A więc: zadzwonili.  Niespodziewanie? Powiem tak trochę chyba intuicyjnie ich czyli ośrodek wyczulismy.  W zeszły czwartek zawiodłam zaświadczenie do ośrodka o praktykach w Rz.  Naszych Pan akurat nie było.  Informacji więc zero.  Wysłałam więc męża z misją telefon.  W poniedziałek mąż dzwoni:informacje zdawkowe raczej nic konkretnego,  tylko jedno zdanie które mi utkwiło:to jest czas kiedy możecie się spodziewać telefonu ale najważniejsze jest dopasowanie.  Tyle.
Dzień 8 kwietnia.
Tak to ten dzień. Piątek.  Myśli już weekendowe a tu jeszcze 8 h pracy i to przed 10. Młyn jak to przed 10 że nie wiem jak się nazywam.
Widzę nieodebrany telefon.  Nr nieznany bo nie mam zwyczaju nr zapisywać.  Nie mogę oddzwonic.  Za jakiś czas patrze  ponownie już drugi raz ten sam nr próbował się skontaktować.  Nie mogę odebrać.  Dzwoni mąż godzina po 16. Mąż nie dzwoni do mnie w trakcie pracy gdy nie jest ważne.  Odbieram.  Nie mogę rozmawiać zadzwonię za minutę muszę tylko zejść. Wychodzę na dwór,  oddzwaniam.
Dzwonili z ośrodka chłopiec 4 dni jutro jedziemy do ośrodka.  Ciepło a ja się trzęse. Szczęśliwa chodź w szoku nie wiem co czuć co powiedzieć.  Nie mogę rozmawiać dłużej.  Wracam do pracy gdzie nikt nic nie wie a cała  skacze z radości tak wewnętrznie.  Muszę opanować emocje.
Za pół godz dzwonie do męża ponownie jeszcze nie wierzę.
Dzwonie do mamy.  Aż dreszcze mnie przeszły słyszę od niej.
I chodź najchętniej skoczyłabym jak na skrzydłach w ramiona męża muszę czekać bo akurat dziś to dzień integracji pracowej.  Wiec idę śmieje się pije jest miło ale moje myśli są gdzie indziej.  Wracam do domu jest północ.  Mąż złożył łóżeczko.  Siedzimy na podłodze w pokoju naszego dziecka i szczerzymy się do siebie.  I jest bosko.
Łóżeczko wygląda bosko. Nadal nie wiemy co mamy myśleć.
Jutro wszystko będzie pewne tylko jak do tego dnia wytrzymać.
Jest 5 rano jak pisze ta notkę.  Myślę. Nawet kot śpi pod kołdrą.

Nasze szczęście!

Od piątku jesteśmy w trojke w domu:)
W sobotę jako wsparcie przyjechała moja mama.
Dziś już sami.
Możemy delektować się urokami macierzyństwa.
Wszystko stało się tak szybko że momentami jeszcze niedowierzam że jestem mamą.
Powoli wchodzi w rytm naszego szkraba. Je dość książkowe co 4 godz i 90 ml jak na 3 tydzień życia należy spożywać.  Po zjedzeniu mleka zasypia praktycznie natychmiast.
Płacze tylko jak jest głodny i przestaje jak tylko dostanie butelkę.
Z mleka wybrałam HiPP Combiotik 1. Jak miło byłam zaskoczony jak się okazało że takie samo było podawane mu w szpitalu.  Ominęło nas przyzwyczajenie do nowego mleka.
Wg lekarzy mierzy 60 cm,  natomiast nasza domowa miarka i ubranka mówią co innego.  Bo ubranka na 56 nosi.
Jutro czeka nas noworodkowa sesja rodzinna:)
I piosenki dla dzieci słychać w naszym domu non stop :)
Jesteśmy szczęśliwi :)
Jak znajdę więcej czasu to napisze  kilka słów jak minał nam tydzień od telefonu do zabrania malca do domu.

piątek, 15 kwietnia 2016

Hurra!

Biurokracja pokonana,  jedziemy po naszego Skarba:)
Jak się trochę ogarniemy to napisze jak to było po kolei.

czwartek, 14 kwietnia 2016

Czekamy

Dziękujemy za wszystkie trzymane kciuki i gratulacje.
Maluch nadal w szpitalu.
Czekamy jak na szpilkach.
Oby dziś udało się zabrać go do domu.
Czekamy tylko na podpisanie umowy przez Mops.
Caly czas pierzemy,   prasujemy,  coś dokupujemy.



środa, 13 kwietnia 2016

:)

W domu jeszcze we dwoje plus kot.
Maluch jeszcze w szpitalu.
Biurokracja nas pokonała.  Czekamy.
Oby jutro było lepsze.
Młody jest boski.
Słodki.
Padnięci odpoczywamy.
Cały czas dokupujemy coś.
Pralka chodzi bez przerwy.
Prasowania ciąg dalszy nas czeka.
Już się nie możemy doczekać jak będzie w domu.



poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Kocham...

Dziękujemy wszystkim za miłe słowa, gratulacje.
Jesteśmy obecnie w swoich osobistym Matrixie
Czekamy na jutro jak na szpilkach.
Czas od telefonu płynie jakoś inaczej.
Da radę skompletować wyprawke w weekend - potwierdzam.
Chodź nie wyobrażam sobie aby teraz np malować ściany.  Nie ma się do tego głowy.
Czekamy na ostatnie paczki od kuriera.
Nawet nie zdążyłam wam pokazać jak będzie mieszać nasz Bąbel. Nadrobimy później.
A aaa to chłopak czeka na nas w szpitalu.  W tym tygodniu powinniśmy go zabrać do domu.  Nie będzie wtedy miał więcej niż 2 tygodnie.
Jestemy szczęśliwi.
Mieszkanie jest pełne małych ubranek.
Kocham...



niedziela, 10 kwietnia 2016

Telefon

Jesteśmy po tym najważniejszym telefonie. 
Mamy za sobą intensywny weekend kompletowania wyprawki. 
Czekamy na środę.  
Jesteśmy nadzwyczaj spokojni.  
:) 

niedziela, 20 marca 2016

Co u nas

Marzec umyka mi między palcami.
Teraz kontuzja męża.  Plecy ponownie się odezwały. Ciężkie dni za nami.  Idzie ku lepszemu. Uff
A w pokoju dziecka przybył kolejny element układanki zwanej wyprawką malucha.  Została nam sprezentowana wanienka że stelażem.  2 nowiutkie  sliniaki.  Zabawki do powieszenia w wózku czy do pałąka na macie podłogowej.  Mile to :)
Co do telefonu czekamy.
W sobotę zawisną zasłony.
Biegać nie biegam bo pogoda coś nie sprzyja.
I tak mija nam dzień za dniem.


środa, 9 marca 2016

Pozytywnie od rana.

Dziś będzie dygresyjnie. 
O zjawisku które zauważyłam.  Czekam na adopcje więc środowisko podobnych przyszłych mam przynajmniej internetowy nie jest mi obcy.  Każda z nas dużo przeszła każda chciałaby urodzić dziecko,  pisana nam jest jednak inna droga.   Ja nasze czekanie na dziecko odbieram tak że z każdym dniem jestem bliżej bycia mama.  Mimo iż trwa to dłużej niż standardowo chodzi biologicznie.  
Czy to moje czekanie jest ciężkie? 
Nie bo gdyby nie adopcja i czekanie które się z nim wiąże nie miałabym nawet cienia szansy na macierzyństwo.  
To może warto stan swojego samopoczucia,  odczucia obejrzeć z drugiej strony tej pozytywnej. Żyje się tak łatwiej. 
To taka mała dygresja bo w ostatnim czasie odnoszę wrażenie jakby proces adopcyjny był tylko czymś ciężkim i trudnym( przeczytane w internetach)  a przecież daje szansę na bycie mama i kończy sie happy end em. Funduje nam nieokreślony czas czekania.  Za to uczy cierpliwości, pokory.  
Np Nie funduje nadprogramowych kilogramow:)
 Plusy zawsze można znaleźć i warto je zobaczyc:) pozdrawiam 
PS:U nas w Ośrodku określi średni czas oczekiwania:rok na kurs,  do roku na dziecko chodź oczywiście może być dłużej.  Wiem to i przyjmuje do wiadomości,  czekam i żyje dalej.  Nie warto wkurza się na coś na co nie mamy wpływu. 


wtorek, 8 marca 2016

Przyszła matka i jej pomysły

Przyszła matka -  to ja,  chce wam pokazać swoje typy z dziećmi związane.  Co przyszła matkę urzekło,  zachwycilo,  a nad czym musi się obejść tylko smakiem.
Na kursie bylo:bawić się z dzieckiem na dywanie. A więc przyszła matka internety  otworzyła i szuka.  A że często włącza mi się hande  made to stwierdziła zrobię sama.  Na szydełku.  Dodam że na 10 cm i że ostatni raz styczność z tego typu robotkami miała w podstawówce.  A zaczęło się od zdjęć w necie.  Boskie.  Ale jakie drogie.  Stąd robótki ręczne w głowie mi się zalęgly.
 Pomysł upadl. Powodów było milion. Poniżej przykładowe zdjęcie z neta.


Kolejny mój typ podoba mi się na fotce ale boję się realnego wyglądu bo jest do dostania tylko na alliexpress.

Typ nr 3 to po prostu mięciutkie kocyk minky który będzie pełnił funkcję mato dywanika.
A jakie wy macie pomysły na dywanik? :)

wtorek, 1 marca 2016

Wsparcie

Dziś będzie o wsparciu które dodaje sił i skrzydeł.  Daje pewność że wszystko dobrze się ułoży. Jak zapewne wiecie dość długo czekaliśmy z podzieleniem się informacja o planach adopcyjnych.  Z różnych względów.
Od świąt się zaczęło.  Najbliższa rodzina,  dobrzy znajomi.
Ich otwartość na naszą decyzję zaskoczyła mnie nie raz.  Radość.
Proponowana pomoc np w urządzaniu pokoiku.
Pytania,  uściski.
Cieszę się że dopytuja to jest fajne że chcą o tym wiedzieć jak najwięcej.  Nie oszukujmy się o adopcji wie się niewiele.  Ja też byłam laikiem. I pewnie gdybym urodziła biologiczne dziecko nadal bym nim była.
Nie oceniają a przynajmniej tego nie odczulam.
Dodam że na razie wie o naszych planach dość niewielkie grono najbliższych.  Powiększa się ono ale nie wykrzykujemy  tego każdemu napotkanemu człowiekowi.  Tacy już jesteśmy.
Pokój który już przypomina dziecięcy dodaje mi sił.  Fotki będą musimy się tylko pozbyć niepotrzebnego mebla.
Będzie dobrze może i przyjdzie nam jeszcze czekać kilka lub kilkanaście miesięcy.  To i tak nie zmienia faktu że będziemy rodzicami.
Miłego dnia

niedziela, 28 lutego 2016

Co nowego

Niedziel minęła nam w klimacie odwiedzin i dzieci.
Najpierw wizyta w rodzinie zastępczej zawodowej dalszy ciąg praktyk.
Serce się kraje gdy się widzi dziewczynkę ok 3 lat zdrowa radosna jedyne czego jej brakuje to kochających rodziców i pewnie znaleźliby  się szybciej niż mi się wydaje gdyby MB miała zabrane prawa a nie ma.  A też nie stara się na tyle by móc się nią zajmować.  I kto traci? Sędzia? MB? Dziecko?
A wieczorem wizyta u znajomych 2+2. Trzylatka i 8 miesięczny bobas.  Miło było.
Tym razem nie płakałam.
Brawo ja! :)

To był dobry dzien:)
A dziś wracam do rzeczywistości.  Praca wzywa.
I do biegania ale to wieczorem.
W głowie układam post o naszych postępach w konczeniu pokoju dla dziecka.  Przeglądam. Zapisuje.  Zmieniam opcje. Kupuje mało tylko rzeczy wystroju pomieszczenia.  Reszta typów zapisuje,  przydadzą się po telefonie.
Miłego dnia:)

środa, 24 lutego 2016

Maszyna ruszyła

Zadzwoniliśmy dziś do ośrodka z informacją,  że mogą nas już brać pod uwagę.
Od dziś każdy dzień to wielka niewiadoma.
Spodziewałam się ze ta chwila będzie dla mnie chwilą przez duże C.  A tak nie jest.  To pewnie zmęczenie ostatnimi wydarzeniami.
...
W pracy walczę o siebie.
...
W domu kończymy pokój. Mąż jutro będzie malował drzewo na ścianie a ja mam za zadanie zrobić listki z filcu.  Rozglądam się za dodatkami do wystroju jak ramki czy pompony ostatnio tak modne.  Z dywanu musiałam zrezygnować bo mąż ma alergie na roztocza. Urzekły mnie te okrągłe robione na szydełku czy drutach.  Boskie.
...
Kot w końcu doczeka się siatki na balkonie.
...
Tylko gdzie ta Wiosna?  :)

sobota, 20 lutego 2016

Jedna informacja i wszystko się zmieniło :)))))))

Elżbieta Dworowy dziekuje:)

Kilka słów wyjaśnienia.

Nerwy opadły.
Nic się jednak nie zmieniło.  No może jedyne to ból głowy minął.  Wracamy do codzienności.  Życie płynie chodź jego nurt mało przyjazny dla nas.
A o faktach miało być.
A wiec
Przedłużyli mi umowę.
Niby plus
Ale tylko na rok.
Wiec nasze plany adopcyjne poszły w łeb.
Byłam zła bo nastawilismy się. Pokój prawie gotowy.
Lista rzeczy wybrana.
Liczyłam przynajmniej na umowę na 2 lata.
Wtedy byłoby wg planu.
Tylko planu już nie ma.
Niby za rok kolejna umowa musi być na stałe.
Ale mogą  mi jej nie zaproponować.
Wiec co będzie za rok nikt nie wie.
Na rok zamykam temat adopcji i dzieci.
Wiem że nic nie dzieje się bez powodu tylko jeszcze nie wiem po co nam jest potrzebny ten kolejny rok.
Może posiadanie dzieci nie jest nam pisane.
Teraz to nie ważne.
Kieruje myśli na inne tematu.
Planujemy urlop.
Musi być dobrze.  Musi.
PS: Dzięki za miłe słowa i wsparcie.


czwartek, 18 lutego 2016

Życie bywa przewrotne level master

Nie ma adopcji,  nie ma nic.
Wszystko upadło jak wieża z kart.
Nie będzie telefonu do ośrodka nie będzie nic.
Będziemy we dwoje.
 Zamkniemy pokoj na klucz.
Jak inni zaplanujesmywakacje,  będziemy chodzić do pracy,  jakby nigdy nic.  A serce będzie nam krwawic.
Życie.
Po prostu dzień  goni kolejny dzień.
Po prostu.
Bo...
Nie chce.
Nic nie ma sensu.
Bo marzenia sie nie spełniają.
Bo blog przestaje mieć sens.
Czy będę pisać - nie wiem.
Jestem zła.
Wczoraj załamana.  Dzisiaj podpuchnieta z bólem głowy.
Tyle.
Nic albo aż tyle się stało.
Co będzie za rok nie wiem nie chce czekać.
Czas minie i zobaczy się co życie przyniesie. Bez czekania,  bez nastawienia.  Bez niczego.
Nie chce już o tym myslec
I to wszystko przez prace która dawała skrzydła a teraz je spaliła.
Czas się nie zatrzymał.
Trzeba usunąć zakładki dzieciowe.
Usunąć polubienia z dziećmi związane na Facebooku.
I będzie jak kiedyś.



wtorek, 16 lutego 2016

Świat bywa przewrotny.

Sytuacja z wczoraj:
Nowy telefon służbowy.
Przed snem włączam go do ładowania,  kładę koło łóżka.  Pytam się męża  czy nie będzie mu tu on przeszkadzał.  Na to mąż,  że nie,  tylko muszę uważać bo w tych telefonach łatwo biją się ekrany.
Sytuacja dzisiaj rano.
Już po budziku  Leżymy  jeszcze w łóżku.  Nie śpimy już.  Światło wyłączone.  Słyszymy że kot chodzi po szafce  przywieszonej na oparciu łóżka.  Po chwili coś spada.  Ruszamy się,  włączamy światło.  Spadła świeczka z podstawka.  Na telefon służbowy.  I po szybce.
I Ktos mi powie że istnieją przypadki.  Nigdy!
Tylko gdyby człowiek słuchał siebie lub bliskich wokół siebie.
Wystarczyło telefon odwrócić lub...  A ile razy w tym samym miejscu leżał laptop czy nasze telefony i nie stało się nic.
I zamiast super wystrzalowej spódnicy która wczoraj wypatrzylam w Zarze  czeka mnie wymiana szybki.
I mogę być zła tylko na siebie ze nie odczytuje znaków które świat mi pokazuje.
Dla wszystkich ku przestrodze!

Mimo wszystko dobrego dnia!


poniedziałek, 15 lutego 2016

Na lepszy dzień

Gdy świat nam się rozbija na małe kawałeczki to najłatwiej poddać się negatywnemu myśleniu.  Tak prościej.  Wkurzyc się na cały świat przecież i tak mi nie sprzyja.
A czy nie jest trochę tak,  że to jak myślimy tak nam się w życiu dzieje?
Mam na myśli to co faktycznie chodzi nam po głowie a nie to co ujmujemy  z tego w słowa.  To taka wersja rozliczenia swojego sumienia przed samym sobą.
Czy nie jest tak że ludzia pozytywnie nastawionym do życia łatwiej w życiu wszystko przychodzi? Mówię tu o takim byciu szczerym.
Szczerość jako autentyczność.
Czy jestem taka?
Rzadko.
Próbuje.
Częściej jednak jeden mały dół otwiera bramy pt narzekamy.
Wiem że gdybym zmieniła swoje nastawienie łatwiej byłoby mi w życiu.  Tak po prostu.
Probuje.
Nowy dzień.
Nowa szansa.
Życzę każdemu by dzisiejszy dzień był tym lepszym.  Lepszym jako bycie lepszym człowiekiem dla siebie,  dla innych, dla świata.
Miłego dnia:)))

czwartek, 4 lutego 2016

Skrzypiąc

No i stało się straciłam głos.
I nic nie mogę na to poradzić.
Obecnie mogę tylko szeptac.
Do pracy idę bo muszę kilka spraw dokończyć.
Próbuje umówić się do lekarza.
Ale w końcu od kilku dni wstałam rano wyspana.
Optymizm wrócił.
Spotkała nas wczoraj bardzo miła sytuacja.
Bliskich znajomych informowaliśmy o planach adopcyjnych. Ich reakcja dała nam siłę że wszystko będzie dobrze.
Pracę zawsze można znaleźć nowa.  A dziecko to dziecko:)
Mimo braku głosu to będzie dobry dzien. Dobry dzień.
A w sobotę kupujemy farbę.  Hura:)
Może podjedziemy po półkę do Ikei która ma służyć jako polka na książeczki malucha.  Takie element dizajnu hehe

wtorek, 2 lutego 2016

Dzień dobry

Rozchorowalam się.
Dużo się ostatnio dzieje.  Takich przytlaczajacych spraw.
Nie sypiam zbyt dobrze chodź zmęczenie daje o sobie znać.
To praca.
To dziecko, a raczej jego brak.
To ciąża w pobliżu, ale nie u mnie.
To finanse.
To wyprawka dla malucha.
W połączeniu z moim zamartwianiem  się i wyolbrzymianiem spraw czuje się od kilku dni taka tyci w obliczu tego wszystkiego co mnie otacza.
W praca nowe obowiązki,  taka głęboka woda bez nauki pływania.
Poradzę sobie,  wiem to.  Pytanie tylko jaka cene za to zapłacę.
Pracy tyle że jest nie ma kiedy zjeść.
A żeby nudno nie było to od wczoraj mój głos przypomina taki jak po kilkudniowej  libacji  alkoholowej lub po głośnym fajnym koncercie.
Dodam że pracuje w obsłudze klienta.
I w pracy dzisiaj muszę być chodź bym głos straciła całkiem.
Dzień dobry w moim swiecie:)

niedziela, 31 stycznia 2016

Co w trawie piszczy

I po styczniu.
Luty macha do nas radośnie.
Dla nas dość ważny.  Przełomowy.  Strach miesza się z radością.  Z jednej strony chce tego już,  a z drugiej jest jeszcze tyle spraw do dokończenia czy to w pracy czy w domu przy wykończeniu pokoiku.  A czasu jakby mało.
Od tygodnia jesteśmy w stanie istnej euforii i poczucia że się to już dzieje chodź ośrodek nie ma jeszcze prawa do nas dzwonić.  Jak pisałam ostatnio to szykujemy się na ewentualne przyjęcie maluszka że szpitala co u  nas wiąże się początkowo z byciem rodzina zastępcza.  Przed nami praktyka której ukończenie umożliwi nam uzyskac  papier z uprawnieniami do bycia rodzina zastępczą.
Jak tylko uda nam się kupić farbę to malujemy ściany.  Co nie jest takie proste bo sklep który sobie upatrzylismy jest otwarty w tygodniu do 18.  Ja chodź bym wyszła z pracy punktualnie co się nie zdarza,  to nie zdążę przed zamknięciem.  Wiec pewnie w sobotę z samego rana zrzuce męża z łóżka i pognamy wybierać kolory farb.

Nasze mieszkanie powoli zapelnia się rzeczami dla dzieci,  mimo iż zgodnie z założeniem nic jeszcze nie kupujemy.  A jesteśmy juz posiadaczami krzesełka do karmienia,  wózek przyjedzie do nas za kilka dni. Wszystko sprezentowane.
Mamy też łóżeczko jeszcze nie złożone ale już jest, dostaliśmy od siostry męża.  Natomiast zastanawiamy się nad dostawka do naszego łóżka.
Nad taką


Cena trochę odstrasza ok 600zl. Myślałam,  że używana będzie tańsza przynajmniej o połowę a nie jest.  Najtańsza używana znalazłam za 400 zł.  Pewnie z 50 zł zeszli by z ceny.  Pytanie czy na 6-9 miesięcy warto inwestować.  Może któraś miała taki wynalazek w domu.  Ten konkretny model urzekła mnie, a nawet nie wiem czy mi się zmieści.  Dodam że jest składany i ma funkcje łóżka turystycznego.

Poplynelam dzis,  trzeba jednak wracać do rzeczywistości. A ona jest taka ze do pracy trzeba się zbierać.
Dobrego poniedzialku:)


czwartek, 21 stycznia 2016

Miało być motywacyjne, a wyszło jak zwykle - rozterki dnia codziennego.

Będzie to post motywacyjny.
Dla mnie.
Dopadło mnie coś co nazywamy  handrą.  Taka styczniowa.  W kontekście lenia maksymalnego.  Po powrocie do domu nic mi się nie chce,  a brak aktywności zmaga zmęczenie i senność.  Bieganie zawiesiłam  na czas nieokreślony.  Ciemno. Zimno.  A tak na prawdę to lenń. Nie chce mi się .  Mogłabym pomachać z Ewą bez wychodzenia domu. Tymczasem płytę pokrywa kolejna warstwa kurzu i czeka na lepsze czasy.  Ostatnio ramach poprawy nastawienia chciałam zakupić sobie garderobę dokładnie bluzki w żywych wiosennych kolorach.  Poleglam na polu bitwy wracajac z zakupów z pustymi torbami.  Dwa grosze dodaje praca i zmęczenie jakie z niej wynoszą po 8 godz pracy.
I tak wiem że to wszystko siedzi w głowie.
Fitness czeka by go odwiedzić i zostawić  trochę potu.
I w domu tyle spraw do dokończenia.  Papierowe torby same się nie robią.  Meble same się nie pomaluja.
Tym razem nie będzie górno lotnych deklaracji.
Czeka mnie dziś ciężki dzień w pracy.  Oby miło mnie zaskoczył i był jednym z przyjemniejszych.
Za 3 tygodnie rozwiąże się sprawa mojej umowy w pracy.  Miała by bajka a będzie happy end wyznaczony w czasie.  Oby bo plany coś się robić nie chcą a przepustką są do umowy.
W pracy właśnie zmuszają mnie do zaplanowania całego urlopu na ten rok.  I tym sposobem moje myśli dość często odpływaja  ku wspomnieniem z wakacji gdzie gorąco i beztrosko.  A urlop dopiero we wrześniu.  A ja marzę o tym już teraz.
Plaża.  Drinki.  Temperatura w cieniu 30 stopni.  Lubię to- powiedziałby Facebook.

Tyle dziś.  Koniec marudzenia.
Gdzie te czasy gdzie piątek był cudowny niezależnie od wszystkiego.
Mimo wszystko jakoś mi lżej.  Chyba na wątrobie.
A tak na serio to musi być dobrze.  I tego się trzymam.

Dziś nie będzie o adopcji chodź chodzi mi ta myśl po głowie cały czas.  Jak to będzie w tym roku wyglądać.  DZIECKO najważniejsze ale do pracy chciałabym mieć gdzie wrócić bo zaczyna się układać,  tylko...

Miłego dnia i nie dajcie się jak ja.




niedziela, 17 stycznia 2016

Jedna wizyta a świat jakby bardziej kolorowy

Weekend pod znakiem 7 latka. Wizyta chrześniaka.
Teraz siedzimy już we dwoje na kanapie,  zmęczeni,  ale szczęśliwi.  Było tak inaczej.  Mnóstwo pytań  dla nas oczywistych ale nie dla dziecka.  W tramwaju tak podekscytowany jazda że nie chciał usiąść. A my do swoich 1szych razy  zaliczylismy  seans w kinie w południe na bajce dla dzieci.  Nawet bajka nas wciągnęła.  
Oczywiście dookoła głowy.  Czapka. Rękawiczki.  Zdejmij bo gorąco.  Załóż bo zimno.  Zjedz mięso i surowkę. 
Wspólne odrabianie lekcji.  Nauka czytania do szkoły.  A jak to się pisze? Eksperymenty z wodą jako zadanie domowe.  Ustalanie zasad,  teraz zrobimy lekcje ale po będziemy grać w eurobiznes.  Nie szuraj  tylko podnoś nogi. 
Itd
I czuje sie teraz tak.. No właśnie tak inaczej.  Chciałabym być już mama.  Trzymać w swoich rękach swoje dziecko.  I mimo że jest to jeszcze życzenie do spełnienia,  czuje się szczęśliwa.  Tak po prostu u boku mojego męża. 
... 
A ze spraw przyziemnych mamy już wyznaczony termin spotkania w Ośrodku które umożliwi nam ewentualne otrzymanie dziecka że szpitala takie bez odebranych praw rodzicielskich.  Do momentu uregulowania sytuacji prawnej bylibyśmy rodzina zastępcza.  A po uregulowaniu będziemy adoptować. U nas w Ośrodku tak to wygląda prawnie.  Stąd te dodatkowe zajęcia.  By wszystko było jasne. 
A w pracy trochę się wszystko pokomplikowalo a raczej wygląda że się pokomplikuje.  Mąż  mi mówi że póki nic nie wiadomo jest szansa by było dobrze.  I tego się trzymam. 
Mało mnie tu ostatnio w formie słowa pisanego.  Weny brak. 

niedziela, 3 stycznia 2016

Smacznego!

Nowy rok zaczne dość kulinarnie.
Najpier niesmiało pochwalę się co udało mi się przygotować w grudniu.

Zupa dyniowa na stałe zagościła na naszym stole. Szkoda żę zabrakło czasu by uwiecznić jej odmiany na fotografi. jedna była z mlekiem kokosowym, druga z pomarańczą, a ostanio na ostro z czsonkiem. Wszystkie w formie gęstego kremu. Dnie zawsze piecze razem z ziemnikami w piekarniku.

Pstrąg w soli z przepisu Lidla ( książka  Ryby )






A w Święta zagościł na naszym stole sernik z przepisu kwesti smaku z musem malinowym. Można powiedzieć że na stałe wpisał się w świąteczne menu.


Jak na Nowy Rok przystało planuje wypróbować kilka nowych nie używanych dotąd przez mnie prokuktów. Na 1-szy rzut pójdzie komosa ryżowa. Dziś dotrze do nas poprzez tesco on line i zamierzam stworzyc z niej smakowite sniadanie do pracy wg przepisu z jadłonomi, zimową sałatkę z komosą ryżową.
Słyszałam o niej wiele pochlebnych opinii. Czas by przekonać się o jej wyjątkowości na własnej skórze. Oby było to smakowite. 

Nasiona Chia. To kolejny punkt moich noworocznych poszkiwań smaku. Zainspirował mnie przepis na proste sniadanie z jej wykorzystaniem. Oto link: http://www.agataberry.pl/nasiona-chia-przepis/ Może Ktos będzie chcial spróbować :)
A dziś na śniadanie zaserwowalam koperty z ciasta francuskiego z nadzieniem z sera koziego z pomidorami suszonymi,  rucola,   żurawina,  pieprz i sól.  



piątek, 1 stycznia 2016

Coś się kończy, a coś zaczyna

Minął rok a ja nawet zapomniałam co sobie życzyłam by sie spełniło w tym juz zakończonym 2015 roku.
Prowadzenie bloga daje możliwości przypomnienia sobie tego i owego.
Sprawdziałam i ..
I nie sprawdziło sie nic. Nic tak w 100%.
I co z tego, jak i tak był to dobry rok. Rok zmian.
Ukończenie kursu adopcyjnego. Czy wazne jest czy  miala to miejsce wiosną czy jesienią?
Teraz juz nie.
Zmieniłam pracę. Po 6 długich latach w poprzednim miejscu otworzyly się przed mna drzwi z nowymi mozliwościami zawodowymi. I zostałam pracocholikiem hehe Ale to juz inny temat
Powiększyła sie Nam rodzina o szarego futrzaka kociaka. Obecnie juz dorosłego kota. Juz nie pamietam jak to było zanim się u Nas pojawił
Zmieniło się moje podejscie do wielu spraw.
Wszystko mogę.
Nic nie muszę.
I na wszystko przychodzi odpowiedni czas.
Niektórych spraw nie warto przyśpieszać.
Czas i tak upłynie.
...
A życze sobie:
więcej cierpliwości bo jej nigdy nie jest za dużo
wakacji pod palmami ( po zeszłorocznym braku wyjazdu urlopowego marzy Nam sie wygrzanie  w ciepłych krajach - liczymy że wiosna będzie w tej kwesti dla nas łaskawa i plan urlopowy sie ziści )
zawodowych sukcesów - ich nigdy za wiele :)
biegowej wytrwałości, sobie i mężowi. Mi by starczyło sił na wyjscie na trening.  Mężowi pobicia życiówki na maratonie,

A z Ośrodka wcześniej czy poźniej i tak zadzwonią :)
W najlepszym momemcie.